Muzyka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premature death. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premature death. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział Szósty : Czy bierzesz go...???

                               Dzień ślubu.Ukochany dzień.Minęły dwa miesiące od czasu gdy Andreu mi się oświadczył,a ja poznałam Francisco.Czerwonookiego chłopaka,o długich brązowych włosach i ciemnej karnacji.Był dobrym kolega,ale w pewnym momencie między nami coś się stworzyło.Na początku drugiego miesiąca,między nami utworzyła się więź.Poczułam,że przestaję kochać Andreu.Na początku uważałam,że to nonsens,ale jednak.Zrodziła się między nami miłość.Idiotyczna miłość.Znienawidziłam siebie.Miałam złamać serce Andreu.


                          Ubrana w suknię ślubną schodziłam po wielkich,krętych schodach prowadzących do salonu w naszym dworku.Schodząc przed moimi oczami stanęło wyobrażenie mojej przyszłej rodziny.Ja,Andreu i dziecko.By po chwili przed oczami stanął mi obraz mnie i Francisco jako pary młodej.W tedy podjęłam decyzję.Nie ważne jak bardzo zranię Andreu.Wybieram Francisco.Znam go mniej niż Andreu,ale Francisco ma w sobie to coś.Kiedy byłam już w salonie chwyciłam mego ojca pod ramię.Owszem miałam ojca,a tylko to mi po zastało po naszej całej szczęśliwej rodzince.Na zewnątrz się uśmiechałam,lecz wewnątrz płakałam.Krzyczałam i cierpiałam.Bo właśnie podjęłam decyzję o zranieniu drogiej mi osoby.Spojrzałam ostatni raz w lustro.Włosy były przez wiatr układane w dowolny sposób,welon i biała suknia powiewała tak samo jak welon.Nie uważałam się za piękność,ale musiałam przyznać.Wyglądałam pięknie.










~*~Kilka minut później.


-Czy bierzesz go za męża.?-powiedział ksiądz.
-Ja...przepraszam,ale nie mogę Andreu.Przepraszam.-kiedy to powiedziałam uciekłam,a przed wyjściem stanął Francisco.Ujął mą dłoń pocałował tak,aż zakręciło mi się w głowie i uciekł razem ze mną.


~*~Kilka lat później.
      

                Kobieta w sukni ślubnej stała przy ołtarzu.Elizabeth Malnor brała drugi ślub.Tym razem nie miała uciec z Francisco de Londero,tym razem to z nim brała ślub.Od czasu kiedy uciekła z poprzedniego ślubu nie widziała się z przyjaciółką,jej mężem i swoim niedoszłym mężem.
-Czy bierzesz ją za żonę.?-zapytał ksiądz.
-Tak owszem.-odpowiedział Francisco.
-Czy bierzesz go za męża.?-zapytał ksiądz i w tedy Elizabeth stanęła przed znienawidzonym pytaniem.
-Tak biorę.-odezwała się pięknym głosem.
-w takim razie ogłaszam Was mężem i żoną możecie się pocałować.-i tak też zrobili.Pocałowali się i namiętność ich pocałunku była fascynująca.Trzeba jeszcze podkreślić,że w ciągu tych kilku lat oboje zmienili swój wygląd.


~*~Kilkanaście lat później.



                     Elizabeth de Londero i Francisco de Londero przyglądało się swoim dzieciom.Gromadka dzieci otaczała ich,a oni nadal się kochali,kochali swoje dzieci.Dziękowali Bogu za to,że mają siebie.





Kochani to na tyle z tym opowiadaniem.Napiszcie w komentarzu czy się podobało.Będę wdzięczna.Za niedługo zacznę pisać kolejne opowiadanie.No dobra za chwilę.



Rozdział Piąty : Nowy początek.

                       Za długo mieszkałam w Londynie.Gdy wyszłam z szpitala,Andreu wymyślił,ze przeprowadzimy się do Paryża.Owszem zamieszkałam z nim.W końcu byliśmy parą od ponad miesiąca.ciągle zakochani.Na początku pomagał mi brać leki,mówiąc jakie mam brać o danej godzinie.Było to pomocne.Pamiętam jak wjechaliśmy do Paryża.
                       Moim oczom ukazała się przepiękna Wieża Eiffla.Byłam zachwycona.Gdy byliśmy już w nowym domu,starym,ale pięknym dworku,zaczęłam męczyć Andreu o to byśmy mogli tam pojechać.Poszliśmy piechotą.Wieża Eiffla odkryła przed nami swoje tajemnice.Święte miejsce zakochanych stanęło się również nasze.Mogliśmy przychodzić podziwiać wspaniałe widoki codziennie.Wiedziałam,że tak zaczął się nowy początek.Lepszy początek.Andreu zabrał mnie na romantyczna kolację.Ubrana w jedną z najlepszych moich sukien stanęłam przed nim.
-I jak.?-zapytałam,oczekując pozytywnej odpowiedzi.
-Może być.-powiedział znudzony-Idziemy.?
-Tak.-nie wiedziałam o co mu chodzi.Szliśmy drogą przez dobrą godzinę.Doszliśmy do małej knajpki.wszedł i nie tak jak zawsze otworzył przed mną drzwi.Sam wszedł,a ja za nim.Usiadł przy jakimś stole usiadłam na przeciwko.Po kilku minutach milczenia przyszła kelnerka.Andreu zamówił coś po francusku.Nadal siedzieliśmy w ciszy.Mogłoby się wydawać,że nasza miłość się wypaliła.Lecz nic z tych rzeczy.Po kolejnych minutach milczenia przyszła kelnerka z jedzeniem.Zjedliśmy w ciszy.W końcu Andreu się odezwał.
-Wyglądasz przepięknie.
-Dziękuję.
-Mam pytanie.
-Więc pytaj.-nie wiedziałam co się kroi.Andreu stanął przed mną i uklęknął na jedno kolano.
-Elizabeth Malnor czy wyjdziesz za mnie.?
-Tak,owszem,oczywiście.!-byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi.Życie się do mnie uśmiechało.Tak to był nowy początek.Piękny początek pełen szczęścia.Rzuciłam mu się na szyję całując jego ust,które zawsze smakują czekoladą.Ludzie dookoła nas zaczęli bić brawo.W mojej głowie już rysował się mojego ślubu.Co ja plotę.?Naszego ślubu.!Kiedy wróciliśmy do domu,odbyła się nasza pierwsza noc.Pełna namiętności,czułości i bliskości drugiej osoby.Kiedy miłość przychodzi,to już nie odchodzi.Byłam tego pewna.
                Byłam pewna,że życie przyniesie wiele niespodzianek,ale gdy przyniesie coś złego nie będę sama.Będę z kimś.Kimś kogo kocham z całego serca.

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział Czwarty : Ale teraz pojawiła się nadzieja... part 2

                Minął dobry miesiąc od czasu,kiedy jestem w szpitalu.Nie chcą mnie wypuścić.Dlaczego.?Przecież dobrze się czuję,no może nie umiem sama chodzić bo z każdym dniem jest mi co raz słabiej,ale jest dobrze.Więc czemu mnie tu trzymają.?Moja skóra,straciła swój blask.Moje włosy zaczęły wypadać.Po raz kolejny dzisiejszego dnia odpadłam w ramiona Morfeusza.
                Kilka godzin później obudziły mnie śmiechy.Delikatnie otworzyłam oczy.Zobaczyłam,że Amelia,Eryk i Andreu siedzą przy moim łóżku.
-No proszę wreszcie się obudziłaś.-powiedział Eryk,a Amelia się dziko zaśmiała.Przez co i u mnie wywołała napad śmiechu.Głośny,silny i mocny śmiech przedarł się przez cały szpital.Nie wiedziałam dlaczego,ale poczułam się silniejsza.
-Wow.Niesamowity śmiech.-powiedział Andreu.Uśmiechnęłam się na to stwierdzenie.
-Ile tu już siedzicie.?-zapytałam ich.
-Z kilka godzin na pewno.Przyszliśmy kiedy spałaś.Wyglądałaś tak słodko.Ale za kilka minut musimy iść.-powiedziała amelia.Mimowolnie się uśmiechnęłam.Wiedziała,że popełniła błąd i widziałam,że to ją dręczy.
-Dlaczego tak wcześnie.?
-Jak wcześnie jest po 15:00 więc już nie jest tak wcześnie.-powiedział Andreu.
-To co zbieramy się.?-powiedział Eryk.
-No możemy.-powiedziała Amelia i wstała razem z Erykiem.Tak samo postąpił Andreu.Wyszli zostawiając mnie samą.Tak bez niczego.Spojrzałam na obraz,który malował się za oknem.Po chwili ponownie opadłam w ramiona Mrfeusza.








~*~Kilka miesięcy później.




              Uśmiech nie znikał mi z ust.Nadal byłam w szpitalu,ale to nie było ważne.Byłam zdrowa na pewien sposób.Białe włosy zmieniły się w jasny brąz.Fioletowe oczy zmieniły kolor na niebieskie.Wszyscy mówili mi,że wyglądam jak anioł.Poturbowany anioł.Wszyscy się zmienili.Eryk stracił oko,ale wypięknił dzięki temu,a Amelia.Wyglądała jak królowa.Andreu chyba oprócz mnie to przeszedł największą zmianę.Kiedyś porywczy,nieśmiały i bardzo zabawny,teraz spokojny,miły,pewny siebie,romantyczny i piękny.Byliśmy razem.Amelia i Eryk przychodzili co dwa dni,a Andreu codziennie.Miłość wręcz od mnie biła.Kiedyś miałam nadzieję na lepsze jutro.Teraz wiem,że już nastąpiło.Pamiętam jak,pewnego dnia nie miałam już siły i prawie straciłam życie.Przez kilka dni leżałam w śpiączce i oddychałam dzięki maszynie.
                    Wszyscy strasznie się martwili,ale teraz jest dobrze.Jestem szczęśliwa i pewna tego,że każdy dzień przyniesie mi szczęście i radość.

        

środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział Trzeci : Ale teraz pojawiła się nadzieja part 1.

Kochani przez to,że nie mam kiedy dodawać notek przez mój brak czasu to nie znaczy,że nie macie patrzeć i zaglądać czy coś nowego jest.Oddaję w Wasze łapki kolejny rozdział,podzielony na dwie części.Liczę,że się spodoba.Będę pisała trochę inaczej,a w sumie sami zobaczycie.



                                  Obudziłam się z bólem głowy,na białym prześcieradle widniała wielka plama z krwi.Było mi słabo.Nic do mnie nie dochodziło.Usłyszałam głośnie pukanie.Po chwili usłyszałam wywarzanie drzwi.Poczułam,że ktoś mnie niesie,ale najpierw podnosi.Nie umiałam otworzyć oczu.Tak jakby mi ciążyły.Po raz kolejny zapadałam w sen.
                                 Obudziły mnie szepty ludzi.Nie czułam już bólu głowy,otworzyłam powoli oczy.Zobaczyłam,że jestem w szpitalu.Obok mnie siedziała Amelia.Płakała,obok niej jej narzeczony,a na przeciwko Ameli Andreu.Amelia po raz drugi miała krótką sukienkę i widziałam,że jej to nie pasuje.Andreu zmienił kolor włosów.Były ciemniejsze.Były inne.Wyglądał na zaniepokojonego,ale to pewnie tylko moje złudzenie.W końcu to arystokrata.Nie widzę powodu by się mną zainteresował.Ale trzymał moją dłoń.Nie patrzył na mnie,tylko na nasze ręce.
W pewnym momencie nie wytrzymałam uścisnęłam ją,a on przeniósł wzrok na mnie.Uśmiechnęłam się delikatnie,a on odwzajemnił uśmiech.
-Myślałem,że już się nie obudzisz.-powiedział i trochę posmutniał.
-To źle myślałeś.
-Dobrze widzieć,że żyjesz.-spojrzałam na byłą przyjaciółkę.
-Po co tu przyszłaś.?W końcu nie jestem na tym poziomie co ty.Jeszcze ktoś się dowie i będziesz się musiała tłumaczyć.
-Wiem,że tak powiedziałam.Przepraszam.
-Masz poczucie winy czy co.?Myślisz,że jak powiesz przepraszam to ona od razu Ci wybaczy.Przez ciebie o mało nie zginęła.-powiedział Andreu.Chciałam go przytulić,ale to nie wypada.PO kilkunastu minutach Amelia i jej narzeczony wyszli,a Andreu został.
-Na pewno przerazi Cię fakt,ze masz inny kolor włosów.
-Em...nie kolor włosów to kolor włosów.W każdym momencie można przefarbować.
-I za to Cię lubię.Dobra ja muszę już iść.-powiedziawszy to pocałował mnie w policzek i wyszedł.
                           Spojrzałam na lustro na przeciwko mnie.Moje włosy straciły swój idealny blond blask.Za to pojawiła się biel zupełnie nie podobna do mojego starego koloru włosów.Poczułam się osamotniona.Myśl,że nikogo przy mnie nie ma nie dawała mi spokoju.Teraz pozostało tylko czekać.Ale teraz pojawiła się nadzieja.Na lepsze jutro.
 



                

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział drugi : Człowieczeństwo

                 Człowieczeństwo to coś co posiada każdy człowiek,wie że nie wolno zabijać i że nie powinien zachowywać się jak zwierzę,a jednak niektórzy tak robią.
               Elizabeth obudziła się wczesnym rankiem.Jej sen pobudził ją do pisania,tak owszem była pisarką,wyśmienitą pisarką,może i nie zarabiała za dużo ale robiła coś co kochała.Po kilkunastu minutach leżenia w łóżku znudziło ją to.Wstała i poszła się ubrać.Wybrała piękną suknię,znaczy piękną według wszystkich,ale jej osobiście się nie podobała.
Sukienka miała do niej przemawiać,a nie odrzucać ją.Jednak był to prezent od jej matki,a dzisiaj szła na zaślubiny Amelii i Eryka.Czy była zła.?Owszem.Miała tańczyć z Andreu.Mężczyzna podobał się jej,ale taniec ten,który mają tańczyć to tango.Taniec miłości,namiętności i pożądania.Osobiście lubiła ten taniec,ale kiedyś chciała tańczyć go z kimś kogo kocha.Kogo pożąda i kogoś komu oddałaby się w całości,ze wszystkimi swoimi wadami.Pisząc kolejny rozdział swojej książki była zadowolona z tego,że wreszcie nawiedziła ją ukochana wena.W pewnym momencie usłyszała krzyki.Wyszła na balkon,a tam zauważyła tłum ludzi.Nie chciała wychodzić na dół bo nie widziała takowej potrzeby.Z klatki obok jakaś kobieta wybiegła i z płaczem rzuciła się w tłum.Po chwili słychać było tylko jej szlochy.Nie wytrzymała,zarzuciła na ramiona swój nowiutki płaszcz i zeszła na dół.Przepchała się przez tłumy i ujrzała kobietę pochylającą się i szlochającą nad ciałem jakiegoś chłopca.Chłopiec miał podcięte gardło,a oczy miał szeroko otwarte.,,Gdzie się podziało człowieczeństwo.?" pomyślała Elizabeth.Nie znała kobiety,ale podeszła do niej i zdjęła swój płaszcz z ramion,zawiesiła go na niej i położyła jej rękę na ramieniu.Chciała pokazać jej,że jej współczuje.Kobieta spojrzała na nią,a w jej oczach pojawiło się podziękowanie.Usiadła obok niej i głaskała ją po głowie.Po kilkunastu minutach ludzie rozeszli się,a ona została.
-Powinna pani zadzwonić po kogoś.
-Nie mam po kogo.Mój syn był jedyną bliską mi osobą.
-A mąż.?
-Nie mam.Wychowywałam Alexa sama.
Jeszcze bardziej Elizabeth zrobiło się żal kobiety.Jeszcze chwilę z nią rozmawiała,pozwoliła zatrzymać płaszcz i poszła do domu.Wzięła nieco starszy płaszcz,ale równie piękny i wyszła z domu.Kierując się na dworek narzeczonego jej przyjaciółki.Po przejściu kilku kilometrów,doszła do celu.Ujrzała przepiękny dom.Nie był to dom nowoczesny,ale wyglądał jak z bajki.Dość często marzyła o takim domu.Piękny ogród gdzie kolorowe kwiaty dominowały.Dom zbudowany z cegieł i drewna,z małą altanką z przodu i cały obrośnięty bluszczem.Nie dało się rozpoznać koloru.Na zewnątrz było mnóstwo ludzi.Zobaczyła swoją przyjaciółkę i zaniemówiła.Jak dobrze pamiętała Amelia nie lubiła nosić krótkich sukienek,a tu proszę.Chciała podbiec do niej i błagać ją by to zdjęła.W jednej chwili pomyślała od odwróceniu się i odejściu jak najdalej,ale to byłą jej przyjaciółka i musiała szanować jej decyzje.Choć zmieniała się przez niego.Szła w ich kierunku.Amelia zauważyła ją i jej uśmiech zamienił się w wrogą minę.Elizabeth zatrzymała się.Nie wiedziała o co jej chodzi.Spojrzała za siebie,ale nikogo nie zobaczyła.Amelia podeszła do niej i nie tak jak zawsze przytuliła ją.
-Co ty tu do diaska robisz.?!
-Zapraszałaś mnie,więc przyszłam.
-Teraz jestem w innej sferze i ty również w innej w niższej.Więc racz się nie ukazywać w moim domu.-łzy poleciały Elizabeth z oczu.Wybiegła z jej posiadłości,biegła całą drogę do domu,a tam przebrała sie w inną sukienkę i zniszczyła lustro.Z odłamku szkła,przecięła lekką linią nadgarstek i położyła się na łóżku.Łzy nie przestawały spływać po jej policzkach.Teraz wiedziała kiedy się kończy człowieczeństwo i wiedziała,że nie ma już nikogo.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Premature death Rozdział pierwszy : Spotkanie.

      Jest rok 1881 19 wieku.Elizabeth Malnor 20 letnia kobieta,krzątała się po swoim mieszkaniu.Angielka nie była spóźniona do pracy bowiem takowej nie posiadała.Była umówiona z swoją przyjaciółką Amelią,na spotkanie w nowej kafejce na rogu Street Cross o nazwie ,,Paris". Słyszała iż owa kafejka ma ściany pomalowane na beż,a z sufitu wystają kolorowe wstążki.Chciała obejrzeć ową kafejkę,była ciekawa tego wszystkiego,ponieważ była(z tego co słyszała)strasznie droga,a napoje i ciastka w niej były śmiesznie tanie.Znalazła wreszcie to czego szukała.Czarna sukienka,która sięgała do ziemi.Założyła ją,a blond związała,pozostawiając dwa kosmyki blond włosów.Ciemne oczy spoglądały na swoje odbicie,a na ustach malował się triumfalny  uśmiech.Wzięła biały kapelusz,czarną parasolkę i wyszła z mieszkania.Schodziła po schodach,które znajdowały się na klatce schodowej w owym bloku.Gdy wyszła z klatki poszła w kierunku Street Cross.PO około dziesięciu minutach zobaczyła swoją przyjaciółkę,w środku zatłoczonej kafejki,ale co się dziwić godzina 12:00 w południe oczywiste jest,że będzie tłok.
             Weszła do kafejki i usiadła na przeciwko przyjaciółki.
-Co to za okazja,że ubrałaś się w odświętną suknię.?-zapytała przyjaciółki.
-Nie pamiętasz po co się spotykamy.?-powiedziała Amelia,głosem anielicy.Była naprawdę piękna.Miała piękne jasno różowe włosy,czerwone oczy,a ubrana była w piękną czerwoną suknię.Każdy mężczyzna oglądał się za nią.Każdy pragnął ją poślubić,lecz tylko jeden był jej wybrankiem.Eryk Meyer.Znajomy jej rodziny,lecz nigdy go nie widziała.
-Oczywiście,że pamiętam.Spotykamy się bym poznała twojego narzeczonego.
-Zgadza się.-uśmiechnęła się słodko.
-Więc gdzie on się podziewa.?
-Jest w drodze i proszę nie naśladuj mojego głosu.-powiedziawszy to roześmiała się.
-Dobrze.-obie się śmiałyśmy.Gdy do kafejki wparował brunet.Dość przystojny.Trzymał różę w ręku.Za nim do lokalu wszedł jeszcze jeden mężczyzna.O kilka lat młodszy.Czarnowłosy,w garniturze tak jak brązowowłosy,również miał w ręku czerwoną różę.
-To on.-powiedziała Amelia.
-Który.?-zapytałam,chociaż w głowie miałam tylko twarz młodszego chłopaka.
-Brązowowłosy.Ten drugi to jego brat.Andreu.Na pewno się polubicie.-powiedziała to,a na jej twarz wpłyną tak dobrze znany jej uśmiech.
     Meżczyźni podeszli do nas,uśmiechając sie zadziornie.
-Obiecałaś mnie nie swatać.
-Ale to nie był mój pomysł tylko Eryka.
-Całuję rączki.-powiedział Eryk grubym głosem,dla mnie za grubym.
-Ja również całuję roczki,różę wręczam i kłaniam się pięknej pani.-powiedział Andreu.Przez jego włosy nogi się pod nią ugięły,dobrze,że siedziała,bo by upadła.
-Witaj jestem Elizabeth.
-Wiem.Amelia dużo mi o tobie mówiła.
-To miło.-usiadł obok niej i rozmawiali tak kilka godzin,wszyscy z satysfakcją kafejkę.Andreu odprowadził ja do domu,a w mieszkaniu przyśnił jej się sen.Ale dlaczego w jej śnie była ona z nim.?



To na tyle w tym opowiadaniu.Jest to rozdział pierwszy.Dodaję zdjęcia z podpisami postaci. Scena ze snu Elizabet








 


                          Elizabeth
                             Amelia

                             Bracia Mayer