Muzyka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Moon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Moon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 października 2013

Dark Moon Rozdział 7.

                       Uciekłam.Czułam się nieswojo.Padał deszcz,a przy tym wiał silny wiatr,który rozwiewał mi włosy.Nastała noc.Usłyszałam samochód.
                       Stanęłam za drzewem.To byli oni.Szukali mnie.Musiałam uciekać,znowu.Nie mogłam być wolna,nie mogłam się wolnością cieszyć.To by mnie zabiło.A może już byłam martwa?Do teraz nie wiem.Tak na prawdę nasza opowieść kończy się właśnie teraz.To ostatnie zdania tej opowieści.Dzisiaj nastąpi koniec.Jak już mówiłam nie mogłam nacieszyć się wolnością.Dane było mi uciekać w nieskończoność.Dopiero w następnym mieście mogłam usiąść i odpocząć.Zobaczyłam Artura.Usiadł i patrzył na mnie.Wiedziałam,że oni go do mnie wysłali.Wiedzieli o tym.Wiedzieli od samego początku.Pewnie im o tym powiedział.Nie miałam mu tego za złe.Wyrzuciłam go z moich myśli.Wstałam i wybiegłam z pubu w którym siedziałam.W ciągu mojego 16-letniego życia zauważyłam kilka rzeczy.Pierwsza to,że zazwyczaj jedynym rozwiązaniem jest śmierć,druga zaś iż jak straci się przyjaciół i rodzinę,nie licz na pomoc innych,a trzecia to taka,że świat jest samolubny.Tak też historia zmierza do końca.Weszłam do najwyższego budynku w mieście,w którym obecnie byłam.Kiedy byłam już na dachu.Stanęłam na krawędzi.Uśmiechnęłam się do siebie.To koniec.
                    Może to dziwne,ale dopiero w tedy kiedy skoczyłam i leciałam poczułam się naprawdę wolna,a potem nastał ból i wieczny spokój.



To zapewne najkrótszy rozdział z tej serii.Jak już pewnie wiecie to koniec.Postanowiłam rozpocząć dzisiaj coś na wielka skalę.Po raz kolejny zmienię muzykę,żeby pasowała jak najbardziej do tego co się dziś wieczorem zacznie,a jak na razie cześć.

niedziela, 27 października 2013

Dark Moon - Rozdział 6.

               Obudziłam się sama,a raczej przez kogoś.Przez tej osoby krzyk.Usiadłam na łóżku i usłyszałam krzyk pielęgniarki.
-Przynieście kaftan!Szybko!-podeszłam do drzwi i spojrzałam przez małe okienko.
             Po chwili jednak krzyki ustały i do mojego pokoju weszła pielęgniarka.
-To ten chłopak.-odpowiedziała na moje nieme pytanie.
-Co z nim?-byłam w szoku.To on?Co mu się stało?
-Jest chory.Tak jak ty.Jak wy wszyscy.To wszystko.-powiedziała.-Podniesiono Ci dawkę leków.-powiedziała i popatrzyła na mnie smutno.-Tym razem nie wyjdziesz stąd nie będziesz miała siły.Usiądź.-wykonałam polecenie.Przy moich drzwiach zatrzymał się Artur,patrzył jak przyjmuję ze spokojem leki.Na początku nie zauważyłam kaftanu,dopiero po krótkiej chwili.
-Jak się czujesz?-zapytała pielęgniarka po daniu mi leków.Nie miałam siły odpowiedzieć.-Nie sądziłam,że będziesz aż tak słaba.Połóż się.-nie dałam rady.Ona mi pomogła.Oczy same mi się zamykały,co raz gorzej mi się oddychało.Dusiłam się.Odpływałam.Zasypiałam w wieczny sen.Chyba to zauważyła bo po chwili czułam jak ktoś mnie niesie.W pewnym momencie przestałam czuć.Od dawna nie słyszałam,nie widziałam.Śmierć po raz drugi była blisko mnie.Jedyna rzecz,która mi mówiła,że żyję to fakt,że nadal myślę.Lecz i to sprawiało mi trudność.Kiedy już myślałam,że umarłam poczułam,że leżę na łóżku,zaczęłam słyszeć.
-Mamy ją.Powrócił puls.-powiedział jakiś mężczyzna.
-Mamy ją po raz kolejny.Nie chcę by to się powtórzyło.-powiedziała tym razem kobieta.-Dał jej pan za dużą dawkę leków.Jeśli dowiedziałaby się o tym pani dyrektor...zwolniłaby pana i mnie też,za pomoc.-powiedziała przerażonym głosem.
-Zamknij się Kate.Nic się nie dowie od nikogo!Czy to jasne?!-warknął.
-Tak.-opowiedziała smutno grupa ludzi.
-Zabierzcie ją stąd.-powiedział i poczułam,że zostaję przeniesiona na nosze.Obudziłam się,a raczej otworzyłam oczy kilka metrów dalej.Pielęgniarka spojrzała na mnie smutno.Usiadłam,miałam na to siłę.
-Stać.-powiedziałam,a druga pielęgniarka zatrzymała się.Stanęłam na nogi i sama zaszłam do mojego pokoju.Wszyscy patrzyli się na mnie.Nie wiedziałam jeszcze,że za chwile będę miała atak.Weszłam do pokoju i zamgliło mi wzrok.
-Łapcie ją!-usłyszałam krzyk.-Nie może uciec!-wkrótce zaczęłam czuć co robię i zaczęłam widzieć,zrozumiałam,ze nad tym panuję.Biegłam nie chciałam się zatrzymać.
-Ucieka!Ruszcie tyłki!Ogłoście alarm!-nie zatrzymywałam się pod żadnym pozorem.Musiałam uciec z tego piekła.Kiedy byłam już przy drzwiach,złapano mnie od tyłu.Próbowałam się wyrwać.Jakiś mężczyzna zaczął mi zakładać kaftan.Wyrwałam się.Biegłam w kaftanie.Nie umiałam otworzyć drzwi,więc zauważyłam jedno okno bez krat.Rozpędziłam się i wypadłam przez okno rozbijając je.Nie wiedziałam,że jestem na drugim piętrze.A może wiedziałam?Upadłam na żywopłot.Spróbowałam usiąść.Wszystko mnie bolało,zeskoczyłam z niego.Biegłam w stronę bramy.Nożyce podbiegłam do nich i spróbowałam sobie rozciąć przód.Udało mi się.Wyjęłam ręce i zdjęłam kaftan.
            Wspięłam się na bramę.Kiedy byłam po drugiej stronie uciekłam.Byłam wolna.Ale na jak długo ?

niedziela, 29 września 2013

Dark Moon - Rozdział 5.

        Minęły trzy miesiące od czasu gdy wylądowałam tu.Monotonia życia jest dręcząca.Wstaję i idę na śniade,wracam i idę do psychiatry,potem do świetlicy.W świetlicy poznałam schizofreniczkę,jest przyjazna,ale ma ataki.To takie smutne.
        Wszyscy tutaj są inni.Na zewnątrz bo tak pacjenci nazywają resztę świata,jest normalnie.Te wszystkie wojny i moje stare rozterki to nic w przeciwieństwie do tego co jest tutaj.Nie mam kontaktu z tamtym światem.Dostałam pamiętnik co miesiąc dostaję nowy.Psychiatra odbiera go i czyta.Nigdy mi go nie oddaje.Po przeczytaniu o nic nie pyta.Przychodzę do niego i czekam.Nie odzywa się.Po prostu patrzy.Dopiero następnego dnia rozmawia ze mną.Wszyscy tutaj zarzekają się,że są zdrowi.Tylko ja jedyna uważam że jest inaczej.Od momentu przybycia tutaj nie rozmawiałam z rodzicami,ani z przyjaciółmi.Czuję się samotna. 
         Codziennie próbuję porozmawiać z resztą pacjentów,niestety jest to nie możliwe.Wszyscy są w własnym świecie.Ja też.Wyobrażam sobie,że za kilka tygodni stąd wyjdę.Jest niestety inaczej.Wyjdę najszybciej za rok.A i tak to się waha.Przecież jestem zdrowa.Dlaczego tu jestem?Dlaczego?Płaczę codziennie.Deszcz stuka w moje okno z kratami.Czasami przez nie wyglądam.Liczę na to,że wyjrzę zobaczę rodziców lub Nicka.Zaczynam o nich śnić.Zaczynają mnie dręczyć halucynacje.Widzę w nich chłopaka o czarnych oczach i długich czarnych włosach.Mówi do mnie,a ja mu odpowiadam.To jeszcze bardziej uprzedza mnie w tym,że tu pasuję.Najczęściej mówi mi "Nie zostawiaj mnie.". Przychodzi do mnie w chwilach smutku.
        Na przykład teraz.Siedzi i patrzy.Patrzy mi w oczy,a ja czuję się jakby jego oczy dziurawiły mnie.Piszę kolejne zdanie w mym zeszycie.Czasami kiedy jestem w pokoju i siedzę sama i go również nie ma słyszę moje serce i czuję jak umieram.Jak każda sekunda mojego życia ucieka,a przecież byłam taka szczęśliwa.Szczęśliwa z Angel i Nickiem.To trudne pogodzić się z utratą przyjaciół,rodziny.A kiedy pozostaje Ci tylko twoja wyobraźnia stwarzasz osobę przy której czujesz się szczęśliwie.Jutro mają przywieść nowego pacjenta,niedoszłego samobójcę.Dlaczego ludzie próbują się zabić?Przecież życie jest wspaniałe.I choć próbowałam się zabić,nie robiłam tego umyślnie.Nie panowałam nad tym i to mnie przeraża.
       Kolejna godzina mija.To straszne.Piszę i piszę bo tylko to mi pozostaje.Smutne.Smutne jest to co tutaj się dzieje,ale od czasu przybycia tutaj nie mam ataków.Z samego rana faszerują mnie tonami leków,po których ledwo stąpam po ziemi.Tutaj każdy taki jest.Po tych lekach.Spojrzałam w miejsce gdzie siedział mój mały koleżka.Zniknął.Pewnie nie chciał czekać,aż skończę pisać.To trochę mi zajmuje.Spojrzałam na zegar.3 w nocy.Weszłam do pokoju o 20.Smutne,że czas tu tak szybko leci.Odłożyłam zeszyt i uklękłam na podłodze.
-Boże błagam Cię daj mi ciekawszy dzień.Nowy dzień.-po tych słowach poszłam spać.Liczyłam na ciekawszy dzień.Żeby coś ciekawego się działo.
      Obudziły mnie jak zwykle pielęgniarki.
-Wstawaj słoneczko już pora na leki.-usiadłam na łóżku i przetarłam oczy.Miejscowe pielęgniarki są bardzo miłe,może dlatego,że są w podeszłym wieku.Brałam te leki,które mi dawały.Potem pomogły mi dojść do łazienki,a z łazienki do jadalni.
-Biedactwo.Zabiją Cię te leki.
-Wiem.-pierwszy raz udało mi się coś powiedzieć po lekach.Na przeciwko mnie usiadł mój koleżka.Zdziwiło mnie to,bo zawsze przychodził w nocy.
-To Artur.Nowy pacjent.-powiedziała pielęgniarka.Spojrzałam na niego badawczo,a on na mnie.
-Artur to jest Bella.Jest chora na to samo co ty.-powiedziała do nas pielęgniarka i poszła.Jedliśmy w ciszy.Dopóki Artur się nie odezwał.
-Widziałem Cię już.Przychodzisz do mnie w nocy.-powiedział i zarumienił się.
-A ty do mnie.-powiedziałam.-To dziwne.Przychodzisz w nocy,kiedy jest mi źle.Rozmawiasz ze mną o pokoju na świecie.-powiedziałam i wzięłam ostatnią łyżkę owsianki.Kiedy przełknęłam kontunowałam.-Lubię Cię.-uśmiechnęłam się szczerze.Odwzajemnił uśmiech.
-To rzeczywiście dziwne,bo ja mówię tobie o pokoju,a ty mi odpowiadasz.-uśmiechnął się jeszcze bardziej.-Ale dzisiaj w nocy tylko siedziałaś i pisałaś w jakimś zeszycie.W pewnym momencie zniknęłaś.-uśmiechnęłam się i z jego pomocą wyszłam z jadalni.Zaprowadził mnie do psychiatry,któremu powiedziałam o wszystkim.
     Po psychiatrze poszłam do świetlicy gdzie zagrałam z Arturem w Scrable,a potem w Chińczyka.Razem zjedliśmy obiad i razem poszliśmy do pokoi.Okazało się,że ma pokój obok mnie.Ucieszyło nas to.Rozmawialiśmy w nocy.Tak jak co dzień.Przed snem napisałam o tym w zeszycie i pomodliłam się do Boga.Dziękowałam mu za to co się stało.


Witam wszystkich po tygodniowej przerwie.Dzisiaj odwiedziła mnie ciocia wena więc chcę ogłosić,że rozdział jest dłuższy niż zwykle oraz że dzisiaj zacznę pisać nowy rozdział Córy życzcie mi powodzenia. :)


niedziela, 22 września 2013

Dark Moon - Rozdział 4

    Leżałam na łóżku wpatrzona w sufit.Zamknęłam oczy by przypomnień sobie wszystkie dobra chwile.Za 10 minut mam być na dole z walizką.Jadę do psychiatryka.Zaczynam mieć halucynację.     To ta świadomość tak na mnie działa.Dla mnie choroba to to samo co śmierć.Umarłam.Umarłam w dzień kiedy się o niej dowiedziałam.Dzwoniłam do Nicka.Powiedziałam mu.Chciał przyjść.Nie pozwoliłam mu.Usiadłam i po raz ostatni spojrzałam na mój pokój.Wstałam i wzięłam walizkę.Wyszłam z pokoju nie oglądając się za siebie.Ten etap życia mam za sobą.Kiedy zeszłam na dół moi rodzice byli strasznie poważni.Uśmiechnęłam się do mamy smutnie.Odpowiedziała mi tym samym.Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie,znaczy oni siedzieli ja leżałam na tylnym siedzeniu.Zasnęłam.Mama obudziła mnie na miejscu.Ośrodek wyglądał jak z jakiegoś horroru.Gdy weszliśmy zobaczyłam cele.
-To twoje ubranie.-Powiedziała jakaś kobieta stając przed mną.-Choć.-Poszłam za nią tak jak mi kazała zostawiając rodziców w tyle.Weszłyśmy do jakieś hali.-To jest świetlica.-Powiedziała i poszłyśmy dalej.Zobaczyłam jadalnię,kuchnie i łazienki.Następnie zostałam ulokowana w pokoju.Łóżko,biała pościel,kraty w oknach i szafa.Niby tak niewiele,ale mnie to ucieszyło.Wreszcie będę sama.Przeleżałam w pokoju kilka godzin potem poszłam na kolację,wykąpać się i znowu do pokoju.Czy tak będzie wyglądać moje życie?Najprawdopodobniej.Nie wiem ile tu będę.
     Nie wiem dlaczego,ale bolał mnie fakt,że nie mogłam się pożegnać z rodzicami.Nie wiem kiedy ich zobaczę.Z tego co się dowiedziałam od jednej schizofreniczki to nie można nas odwiedzać.Dziwne to miejsce,ale to mój nowy dom.Położyłam się spać.Po kilku minutach już byłam w objęciach Morfeusza.

sobota, 14 września 2013

Dark Moon - Rozdział 3.

Taka mała informacja przed rozdziałem iż będę trochę inaczej pisać.Zapraszam do czytania.


   
    

           Sięgnęłam do torby po zeszyt do Angielskiego i wzięłam do ręki zeszyt Nicka.Otworzyłam mój zeszyt tam gdzie nie powinno być lekcji lecz lekcja była cała spisana moim pismem.Przejrzałam resztę zeszytów i jakże wielkie było moje zdziwienie gdy wszystkie lekcje są uzupełnione.Wstałam i usiadłam na łóżku trochę osłupiała.Czy sama je spisałam i o tym nie pamiętam?Czy może to Nick.Ale przecież jest to zapisane moim pismem.
          Jednak moje myśli przestały krążyć w około tego tematu kiedy przypomniałam sobie o sprawie z Angel.Łzy zaczęły spływać mi po policzkach i złąpał mnie atak paniki.Nagle zaczęłam widzieć wszystko jak za mgłą.Nie wiedziałam co robię.Czułam,że biegam po całym pokoju i czułam spływające łzy po moich policzkach.Nie umiałam się ocknąć.Dopiero po dłuższej chwili odzysakałam wzrok i panowanie nad ciałem.Pierwsze co zauważyłam to krople krwi na moim nadgarstku,następnie mnustwo szkła na ziemi oraz otwarte drzwi do łazienki i rozbite lustro.Siedziałam w kącie pokoju i zastanawiałam jak to możliwe.Jak to wszystko możliwe?Wtedy dostałam przebłysków pamięci.Widziałam jak biegam po pokoju,jak wbiegam do łazienki,rozbijam lustro i ponownie wbiegam do pokoju,wracam do łązienki i biorę szkło,przy okazji wyrzucam tępe kawałki za siebie.Wstaję i idę w kąt pokoju.Patrzę za niebo,po chwili na rękę i tnę ją najgłębiej jak się da.Wtrakcie przebłysków czułam pustę,rozdzierającą mnie na kawałki.Dopiero teraz zauważyłam,że wręce nadal mam szkło.
          Odrzuciłam je na środek pokoju i siedziałam z sekundy na sekundę płacząc i krawawiąc jeszcze bardziej.Zaczęło mi się robić słabo.Ale nadal płakałam.Chciało mi się krzyczeć z bólu.Oparłam głowę o ścianę i zaczęłam zasypiać.Kiedy już prawie zamknęłam oczy do pokoju weszła mama.Pierwsze na co spojrzała to było szkoło,wbiegła do łazienki a tam mnie nie widząc,rozejrzała się po pokoju.Zauważyła mnie i podbiegła do mnie.Coś krzyknęła.Ale ja już nie słyszałam,mówiła do mnie i tak bardzo chciałam jej odpowiedzieć,ale nie miałam siły.Pozwoliłam zamknąć sobie oczy.Przestałam słyszeć i czuć.Nie umiałam otworzyć oczu choć bardzo chciałam.Z każdą sekundą było mi co raz trudniej oddychać.Zaczynałam się wyłączać.W pewnym momencie nie zauważyłam tego,że nie oddycham,że jestem bezwładna.Zapewne umarłam.Czy tak wygląda koniec życia każdego człowieka?Martwe ciało lecz dusza zostaje w środku i jest się skazanym na wieczne myślenie?Możliwe.Usłuszałam uderzenie,potem kolejnie i kolejne.Zaczęłam się w nie wsłuchiwać.Ty było moje serce,które wciąż pracowało.Czyli nadal żyłam.Pocieszające.Następnie zaczęłam słyszeć różne głosy,nie umiałam ich rozpoznać.Poczułam,że leżę.Możliwe,że w szpitalu.Usłyszałam moje imię.Po raz drugi i trzeci,a ja nadal nie mogłam się odezwać.Zaczęłam się krztusić by w pewnym momencie oddychać.Oddychałam,czułam i słyszałam.To jakby nie patrzeć postęp.
            Poczułam,że spadam.Więc otworzyłam oczy i ujrzałam jasne światło.Rozejrzałam się po pomieszczeniu i musiałam stwierdzić,że mam racje.Leżałam w szpitalu.Za wielką szybą stali rodzice i rozmawiali z lekarzem.Tata kiwał głową,a mama płakała.Zaczęła krzyczeć na lekarza.Tata spojrzał w moją stronę.Powiedział coś i wszyscy spojrzeli na mnie.Mama uśmiechnęła się smutno,a tata pomachał mi.Lekarz wszedł,ale nie pozwolił wejść moim rodzicom.
-Witam Bello.-Powiedział do mnie.-Jak się czujesz?
-Dobrze.Na pewien sposób dobrze,boli mnie głowa,ale jest ok.-powiedziałam.
-Rozumiem.Posłuchaj zrobiliśmy badania i twój stan jest już stabilny.Chcę teraz byś mnie wysłuchała i nie ważne co powiem nie przerywała dobrze?-pokiwałam potakująco głową.-Więc twoja mama powiedziała mi,że taki atak nie zdażył Ci się pierwszy raz.Uznałem,że to może być coś poważnego i poradziłem by zapisali Cię do szpitala psychiatrycznego Santa Rosa.Przyjęto Cię i pojedziesz tam za dwa dni.W tym czasie będziesz w szpitalu na obserwacji,a twoji rodzice zajmą się szkołą.-Nie odpowiedziałam.Uznałam,że nie warto,spojrzałam w sufit i zaczęłam rozmyślać jak tam będzie.Wiedziałam,że kiedyś będzie to konieczne,ale nie wiedziałam,że tak szybko.Owszem ataki miała już wiele razy i za każdym razem co raz to poważniejsze.Musiałam się z tego wyleczyć.
              Chciałam być taka jak moje rówieśniczki.Uśmiechnięta,bez problemów.Byłam inna i nadal jestem.Rano  budziłam się z bólami głowy,czasami z myślami samobójczymi.Podobno w moim wieku tak już jest.Nigdy w to nie wierzyłam.Lekarz wyszedł kiedy zrozumiał,że nie odpowiem.Spojrzałam w szybę.Nie było już moich rodziców.Poszli.Nie pożegnali się.Może to i lepiej.




Myślę,że rozdział się spodobał.Życzę miłego weekendu,do zobaczenia za tydzień :-)

środa, 28 sierpnia 2013

Dark Moon - Rozdział 2.

       Mrok otulił całe Los Angeles.Wybiła północ.Księżyc nie był widoczny,tak samo jak gwiazdy.Padał deszcz co nie często tu się zdarza.Bella otworzyła oczy i zamrugała kilka razy by przyzwyczaić się do ciemności.Podeszła do ściany przy drzwiach do pokoju i zapaliła światło.Podeszła do szafy i założyła koszulę,sięgnęł do torby i wzięła komórkę do ręki.11 nieodebranych połączeń od Nicka i 20 od Angel.Wiedziała,że musi do nich zadzwonić,ale nie teraz.Nie o tej godzinie.
      Włączyła normalny głos w komórce,zgasiła światło i poszła z powrotem spać.Po kilku godzinach obudził ją telefon.To Nick dzwonił.Odebrała.
-Słucham?-powiedziała sennym głosem.
-Bella gdzie ty jesteś?!Minęła już trzecia godzinna zajęć,rozumiem,że już Ci się nie opłaca przyjść,ale martwię się o ciebie.Gdzie jesteś?-jej mózg powoli zrozumiał to co mówił Nick.
-Ja jestem...jestem w domu i...i...obudziłeś mnie.Nick,która jest godzina?!-powiedziała trochę bardziej ożywiona.
-Jest po drugiej.Nie opłaca Ci się iść na lekcje.Mam do ciebie przyjść po szkole?-zapytał.Lecz w jej głowie miotało się pytanie dlaczego tak długo spała i gdzie jest Angel.
-Tak.Potrzebuję twoich notatek,ale mam jeszcze jedno pytanie...gdzie jest Angel?-powiedziała trochę zmartwiona.
-Szczerze mówiąc nie wiem.Była wczoraj w szkole?
-Nie nie było jej.
-To pewnie jest chora.Dobra ja muszę kończyć dzwonek już był.Do zobaczenia.
-Tak do zobaczenia.-powiedziała i odłożyła słuchawkę by po chwili wybierać numer Angel.Czekała jak odbierze.Kiedy już myślała,że nie odbierze odebrała.
-Słucham?-powiedziała sennym głosem Angel.
-Widzę że nie tylko ja dopiero co wstałam.-powiedziała Bella.-Angel jest po drugiej.Czemu wczoraj nie było ciebie w szkole i dzisiaj?No dobra dzisiaj zrozumie,bo ja też zaspałam,ale dobry Boże Angel ja się martwiłam wczoraj o ciebie.
-Boże Bells raz w życiu nie możesz dać mi spokoju.Wczoraj była impreza u takich nowych chłopaków...nie pamiętam jak się nazywają,a przed wczoraj u Nick'a.Nick nie chciał ciebie zapraszać,więc nie przyszłaś i tyle,a u tych chłopaków to byłam ja bez Nick'a i te dziewczyny wiesz Marta i Kate.Nieźle zaszalałyśmy i powiedziały,że od teraz jestem na poziomie i nie mogę się z wami zadawać.Cześć.-skończyła swój długi monolog Angel i rozłączyła się.Bellę zatkało.Nie wiedziała dlaczego Angel się tak zachowała.Siedziała na łóżku i wpatrywała się tępo w ścianę.W końcu podeszła do szafy i założyła spodnie dresowe i jakiś t-shirt.Następnie wyjęła z swojej torby książki do biologi i matematyki ponieważ z tych dwóch przedmiotów miała zadane zadanie.Zrobiło się jej trochę zimno,więc podeszła do komody i wyjęła z niej grube skarpety.A gdy je założyła wróciła do odrabiania lekcji.Po godzinie do jej pokoju weszła jej mama.
           Spojrzała na córkę.Kiedy weszła miała uśmiech na twarzy lecz gdy stanęła w drzwiach on znikł.Jej córka miała związane włosy w niedbały kok,stary t-shirt,dresy i skarpety z dziurą na prawej pięcie.
-Nick do ciebie.-powiedziała smutnym głosem.Bella spojrzała na nią,a pod oczami miała wory,oczy czerwone,wyglądały jakby chwilę temu płakała.-Czy coś...-nie dokończyła.
-Nie.-przerwała jej Bella.-Wpuść go.-powiedziała smutnym tonem.Po chwili w pokoju stał wysoki,barczysty chłopak.Chłopak o imieniu Nick miał długie króczo-czarne włosy i duże zielone oczy w kształcie migdałów.Miał na sobie koszulę w kratkę i niebieskie jeansy.Uśmiechnął się do niej,lecz ona opowiedziała smutnym uśmiechem.
-Co jest?-powiedział Nick,zamykając za sobą drzwi i siadając na łóżku.Bella usiadła obok niego.
-Gadałam z Angel...ona zaprzyjaźniła się z Martą i Kate i...-w tym momencie głos się jej załamał.-Powiedziała,że jest na poziomie,a my nie i że nie może się z nami zadawać.-zaniosła się płaczem,a Nick przytulił ja do siebie.
         Usnęła w jego ramionach.Gdy się obudziła,leżała na łóżku pod kołdrą,a na biurku stały zeszyty które miała przepisać.Usiadła i spojrzała na kartkę,którą zostawił jej Nick ,,Przyjdę po ciebie jutro." wiedziała,że będzie musiała dużo nadrobić do jutra.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Dark Moon - Rozdział 1.

                  Dla Belli Butterfly to miał być dzień jak co dzień.Wstać,iść na śniadanie,wyszykować się do szkoły i iść do niej,następnie wrócić do domu,zjeść z rodzicami obiad w domowym gwarze,przesiedzieć resztę dnia nad zadaniem domowym,wziąć odprężającą kąpiel  i pójść spać.W końcu tak wyglądał jej cały tydzień roboczy.
                Więc gdy obudził ją budzić.Wstała tak jak zawsze,zeszła na śniadanie tak jak zawsze.Zrobiła sobie tosty tak dobrze myślicie tak jak zawsze,a następnie poszła się szykować.Spojrzała w lustro i przyjrzała się swoim brązowym włosom*,które były w fatalnym stanie po nocy,po chwili zaczęła przyglądać się swojej twarzy.Miała 16 lat,ale nie wyglądała na tyle.Może na 20.Nie wiedziała oceniała siebie na tyle ile ma bo to w końcu ona.Miała piękne kości policzkowe,duże niebieskie oczy oraz usta ... usta duże,czerwone i miękkie.Była piękna.Miała idealną figurę.Rozebrała się i weszła pod prysznic puściła zimną wodę powoli zmieniając ją na ciepłą,wzięła wcześniej postawiony szampon o zapachu róży i umyła je,następnie wzięła żel pod prysznic o zapachu kokosa i umyła się dokładnie.Gdy wyszła spod prysznica założyła na włosy ręcznik tworząc kokon i owinęła się ręcznikiem.Weszła do pokoju i wyjęła z szafy czarną sukienkę w kwiaty,a z komody wyjęła bieliznę.Poszła ponownie do łazienki by ubrać się tam,ale najpierw wysuszyła i ułożyła włosy.Gdy się ubrała pomalowała rzęsy i usta pomadką.Gdy weszła do swojego pokoju i spakowała potrzebne książki wyjrzała przez okno.Jednak przed bramą nie stał Nick.Zawsze przychodził po nią,machała mu z okna,a on jej odmachiwał,następnie zbiegała po schodach,brała klucze,zamykała drzwi i wychodziła na spotkanie przyjacielowi by następnie pomaszerować z nim do szkoły.Smutna odsunęła się od okna i wzięła swoją komórkę do ręki. ,,Gdzie jesteś?" napisała mu.Lecz on nie odpisał.Spojrzała na zegarek i uznała,że nie będzie dłużej czekać.Zeszła po schodach i wzięła klucze by zamknąć drzwi i wyjść tym razem sama do szkoły.Gdy była już prawie przy szkole zaczęło padać.Padało leniwie i kiedy weszła do szkoły podążyła pod swoją salę.Nie było Nicka i nie było też jej przyjaciółki Angel.Oparła się o ścianę i wyciągnęła komórkę by do niej zadzwonić i kiedy wykręcała już numer,który znała na pamięć zadzwonił dzwonek mówiący uczniom,że zaczynają się lekcje.Wyciszyła telefon i schowała go do torby.Weszła do klasy i usiadła na swoim stałym miejscu.Gdy minęło pierwsze 10 minut lekcji przestała mieć w ogóle jakieś nadzieje,że przyjdą.Nie pojawili się na żadnej lekcji i gdy wróciła do domu.Nie poszła do kuchni tak jak zwykle by napić się soku.Weszła do pokoju i rzuciła torbą w kąt.Wybrała szybko numer do Angel.Nie odebrała,więc wykręciła numer do Nicka.Lecz niestety i ten nie odebrał.Zamknęła drzwi i oparła się o nie powoli zjeżdżając w dół.Kiedy siedziała już na ziemi,przyciągnęła nogi do siebie i zaczęła rozmyślać.
               W pewnym momencie wstała i rozebrała się do bielizny.Nie zauważyła,że jej telefon dzwoni bo wciąż był wyciszony.Zasłoniła okno roletami i weszła pod kołdrę i postanowiła zasnąć.Po chwili już smacznie spała.Gdy wrócili do domu jej rodzice i nie zastali jej w kuchni odrabiającej lekcje sprawdzili w jej pokoju.
-Śpi.-powiedziała jej matka.
-Musiała mieć ciężki dzień jeśli śpi o tej porze.-powiedział jej tata i wyszli z pokoju,a ona śniła o tym co by było gdyby ten dzień był jak zawsze.

Myślę,że się Wam spodobał ten rozdział.Szybko mi poszedł,ale to nie znaczy,że się do niego nie przykładałam.Do zobaczenia w następnej notce.

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Dark Moon" - Prolog

                   Księżyc świecił pełnią swoich sił.Muzyka grała całą mocą,a młodzież bawiła się w najlepsze.
       Tylko jedna fioletowłosa dziewczyna siedziała i rozmawiała z grupką nastolatków siedzących przy jej stoliku.
-Ale ja Wam mówię Bells na pewno sobie poradzi.-powiedział czarnowłosy chłopak o imieniu Nick.Bells była ową fioletowłosą dziewczyną,dziewczyną o dużych niebieskich oczach,które na każdego spoglądały ufnie.Miała na sobie czarną sukienkę do kolan z dekoltem w serduszko.Uśmiechnęła się do Nicka,który miał zielone oczy w kształcie migdałów,był przystojnym chłopakiem.
-Nick,przecież nikt nie twierdzi,że Bells sobie nie poradzi.-powiedziała niewysoka brunetka o imieniu Angelina,ale wszyscy mówili do niej Angel.Angel miała czarne oczy po ojcu,bo matki nie znała.Słyszała kiedyś,że gdyby nie oczy byłaby jej idealną kopią.Oprócz tej trójki siedziały jeszcze dwie osoby.Dwóch chłopaków.Braci lecz nie bliźniaków,oboje mieli blond włosy,choć Daniel starszy z braci miał brązowe oczy,a Augustus w skrócie Augie miał złote oczy.Bracia siedzieli cicho.Przyjechali niedawno do Los Angeles,a do nich rękę pierwsza wyciągnęła Bella,która od lat przyjaźniła się z Nickiem i Angel,a teraz wyjeżdżała do Nowego Yorku.
         Bells spojrzała na przyjaciół i uświadomiła sobie,że to za nimi będzie najbardziej tęsknić,nie za rodziną i domem tylko za nimi.Ale musiała wyjechać.Jej rodzice uznali,że zacznie chodzić do szkoły z internatem.Nicka i Angel poznała już w przedszkolu i wiedziała,że ich kontakt się nie zatraci,bała się jednak o Daniela i Augiego,byli dość dziwni i dopiero po bliższym poznaniu się do nich przekonała.Zamknęła oczy by przypomnieć te wszystkie dobre,wspólne chwile.


Liczę,że prolog się spodoba,nie zajął mi dużo czasu niecałe 10 minut,ale to dlatego,że miałam go już napisanego i wystarczyło go tylko trochę poprawić.Jeśli możecie napiszcie co sądzicie o nowym wyglądzie bloga i muzyce,która została dodana na dole w komentarzu,a ja na dziś Was żegnam.Miłego wieczoru.