Po wyjściu Marka ze szpitala spędzałam z nim każdą wolną chwilę.Tym razem to ja przynosiłam mu lekcje i tłumaczyłam trudniejsze rzeczy.Ale pewnego dnia coś się stało.
Dostałam od Marka sms'a : ,,Bardzo Cię kocham,ale muszę się z tobą pożegnać.Wyprowadzam się...więc żegnaj." jeden sms,a zniszczył wszystko.Rzuciłam komórką o ścianę i zaczęłam płakać.Straciłam wszystkich.Markus się nie pojawiał od kilku dni,tak samo Elf.Zniknęli wszyscy,którzy coś dla mnie znaczyli.Podeszłam do lustra i walnęłam ręką w nie.Łza za łzą,leciały mi po policzku.Przecięłam sobie żyłę.Potem kolejną.Usiadłam na łóżku.Położyłam się by zapaść w wieczny sen.
Śmierć.Czasem przynosi ulgę,a czasem pozostawia ranę na czyimś sercu na wieczność,bo jeśli kogoś kogoś kochasz to na wieczność.
I tak kończy się ,,Byle by przeżyć" kiedy zaczęłam pisać ,,Córę Domu Węża" moja wena przestała dotyczyć ,,Byle by przeżyć" ale zaczęła wręcz biec do ,,Córy Domu Węża" to na tyle z tym opowiadaniem.Myślę,że podobało Wam się.
Muzyka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Byle by przeżyć.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Byle by przeżyć.. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 maja 2013
niedziela, 19 maja 2013
Byle by przeżyć : Rozdział Szósty : Ból.
Nastał czas pokoju i miłości,lecz nie na długo.Po moim powrocie rodzice traktowali mnie jak jajko,Mark przychodził codziennie po szkole by dać mi odpisać lekcje i tłumaczyć coś trudniejszego,ale najbardziej wysilał się Markus,przynosił mi jedzenie,spełniał moje zachcianki.Podobało mi się to.Ale potem przyszedł smutek.A dokładniej ból.Bardzo mocny ból.
Dowiedziałam się o tym,że Mark w drodze do mnie wpadł pod samochód.Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to : ,,To tylko sen,koszmar który ma pokazać mi jak bardzo go kocham i że bez niego nie dam sobie rady." Mark nie umarł,zapadł w śpiączkę.Pewnego dnia bez wiedzy rodziców,Markusa i ogólnie wszystkich wyszłam z domu.Przeszłam kilka kilometrów do szpitala o własnych siłach,byłam słaba,bardzo słaba,ale musiałam go zobaczyć.Gdy weszłam do szpitala,podeszłam do recepcji.
-Gdzie leży Mark Saviore ?-zapytałam słabym głosem.
-Sala numer 13.-powiedziała kobieta nawet na mnie nie spoglądając.
Na słabych nogach,udałam się do sali numer 13.Gdy weszłam do niej dech mi zaparło.Zamknęłam za sobą drzwi i opadłam na krzesło.Ujęłam rękę Marka w moją rękę.Splotłam nasze palce i zaczęłam płakać.Tym razem nie obwiniałam się,że płaczę jak małe dziecko,tym razem obwiniałam się o jego stan.Kiedyś długie brązowe włosy opadały na jego ramiona,teraz cała jego głowa byłą owinięta bandażem.Jego niebieskie oczy były ukryte za powiekami,a niegdyś jego ciemna karnacja stała się blada.Płakałam i płakałam póki nie zasnęłam na jego ręce i mojej złączonej razem.Obudziłam się,a na moich ramionach spoczywał koc,palce moje i Marka były złączone nadal.Kiedy podniosłam głowę zauważyłam,że na przeciwko mnie siedzi jego matka.Piękna kobieta.Długie rude włosy sięgające jej do bioder teraz były związane w warkocz,piękne zielone oczy patrzyły na mnie smutnie.Ta kobieta była najsilniejsza jaką znam.Gdy Mark miał 3 lata jego ojciec zmarł,a jego,jego matkę i jego brata Adama zostawił samych.Ta kobieta poradziła sobie w tedy i radziła sobie po śmierci pierwszego syna Adama.Wiele razy słyszałam jak Mark o nim opowiadał.Był wspaniałym chłopakiem.Miał rude włosy i zielone oczy.Z tego co pamiętam Mark mówił,że wyglądał jak jego matka,ale charakter miał po ojcu.Był wybuchowy,ale opiekuńczy,miły,ale czasem złośliwy.Adam zmarł z powodu raka.Gdy umarł jego matka nie poddała się i zamiast zejść na samo dno jak to zwykle się dzieje kiedy umiera syn i mąż,stała prosto z podniesioną głową.
-Dzień dobry.-powiedziałam i usłyszałam jak bardzo słaby mam głos.
-Witam.Widzę,że czuwałaś przy moim synu.Dziękuję Ci za to.Jesteś zapewne głodna.Chcesz kanapkę z nutellą ?
-Tak czuwałam przy nim,nie ma pani za co dziękować i tak jestem głodna i z chęcią zjem kanapkę.-uśmiechnęła się,a ja odwzajemniłam uśmiech,wyjęła z torebki kanapkę zawiniętą w folię i poddała mi ją.Po chwili już zajadałam się kanapką,rozmawiając z mamą Marka.
-Więc mówisz,że mój syn bardzo ci pomagał i nadal pomaga ?
-Tak zgadza się.Pomagał mi kiedy stoczyłam się na dno i wyciągnął mnie z niego.
-To dobry chłopak,tak bardzo przypomina mi jego ojca,bo widzisz jego tata też miał te piękne niebieskie oczy i te brązowe włosy,które on posiada.Nie raz Mark mówił,że jesteś wspaniała i miał rację.Jesteś bardzo mądrą dziewczyną i w dodatku bardzo piękną.On bardzo Cię kocha.
-Wiem.-po moim policzku popłynęła mi łza.
Rozmawiałam z jego mamą przez kolejne kilka godzin,potem odprowadziła mnie do domu,powiedziała moim rodzicom o wszystkim.Że siedziałam tam z nim i że jadłam i wiele wiele innych.Potem rozmawiałam z rodzicami i nie obeszło się bez łez.Kiedy opadłam na łóżko,obok mnie pojawił się Markus.Leżał ze mną na łóżku i nie zadawał zbędnych pytań.Leżeliśmy w ciszy i to nie byłą to cisza krępująca tylko miła,wręcz zbawienna.Leżeliśmy tak póki nie zasnęłam i śniła o tym,że życie jest bezpiecznie bez zbędnych niebezpieczeństw i zmartwień.Ale to był tylko sen.
Dowiedziałam się o tym,że Mark w drodze do mnie wpadł pod samochód.Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to : ,,To tylko sen,koszmar który ma pokazać mi jak bardzo go kocham i że bez niego nie dam sobie rady." Mark nie umarł,zapadł w śpiączkę.Pewnego dnia bez wiedzy rodziców,Markusa i ogólnie wszystkich wyszłam z domu.Przeszłam kilka kilometrów do szpitala o własnych siłach,byłam słaba,bardzo słaba,ale musiałam go zobaczyć.Gdy weszłam do szpitala,podeszłam do recepcji.
-Gdzie leży Mark Saviore ?-zapytałam słabym głosem.
-Sala numer 13.-powiedziała kobieta nawet na mnie nie spoglądając.
Na słabych nogach,udałam się do sali numer 13.Gdy weszłam do niej dech mi zaparło.Zamknęłam za sobą drzwi i opadłam na krzesło.Ujęłam rękę Marka w moją rękę.Splotłam nasze palce i zaczęłam płakać.Tym razem nie obwiniałam się,że płaczę jak małe dziecko,tym razem obwiniałam się o jego stan.Kiedyś długie brązowe włosy opadały na jego ramiona,teraz cała jego głowa byłą owinięta bandażem.Jego niebieskie oczy były ukryte za powiekami,a niegdyś jego ciemna karnacja stała się blada.Płakałam i płakałam póki nie zasnęłam na jego ręce i mojej złączonej razem.Obudziłam się,a na moich ramionach spoczywał koc,palce moje i Marka były złączone nadal.Kiedy podniosłam głowę zauważyłam,że na przeciwko mnie siedzi jego matka.Piękna kobieta.Długie rude włosy sięgające jej do bioder teraz były związane w warkocz,piękne zielone oczy patrzyły na mnie smutnie.Ta kobieta była najsilniejsza jaką znam.Gdy Mark miał 3 lata jego ojciec zmarł,a jego,jego matkę i jego brata Adama zostawił samych.Ta kobieta poradziła sobie w tedy i radziła sobie po śmierci pierwszego syna Adama.Wiele razy słyszałam jak Mark o nim opowiadał.Był wspaniałym chłopakiem.Miał rude włosy i zielone oczy.Z tego co pamiętam Mark mówił,że wyglądał jak jego matka,ale charakter miał po ojcu.Był wybuchowy,ale opiekuńczy,miły,ale czasem złośliwy.Adam zmarł z powodu raka.Gdy umarł jego matka nie poddała się i zamiast zejść na samo dno jak to zwykle się dzieje kiedy umiera syn i mąż,stała prosto z podniesioną głową.
-Dzień dobry.-powiedziałam i usłyszałam jak bardzo słaby mam głos.
-Witam.Widzę,że czuwałaś przy moim synu.Dziękuję Ci za to.Jesteś zapewne głodna.Chcesz kanapkę z nutellą ?
-Tak czuwałam przy nim,nie ma pani za co dziękować i tak jestem głodna i z chęcią zjem kanapkę.-uśmiechnęła się,a ja odwzajemniłam uśmiech,wyjęła z torebki kanapkę zawiniętą w folię i poddała mi ją.Po chwili już zajadałam się kanapką,rozmawiając z mamą Marka.
-Więc mówisz,że mój syn bardzo ci pomagał i nadal pomaga ?
-Tak zgadza się.Pomagał mi kiedy stoczyłam się na dno i wyciągnął mnie z niego.
-To dobry chłopak,tak bardzo przypomina mi jego ojca,bo widzisz jego tata też miał te piękne niebieskie oczy i te brązowe włosy,które on posiada.Nie raz Mark mówił,że jesteś wspaniała i miał rację.Jesteś bardzo mądrą dziewczyną i w dodatku bardzo piękną.On bardzo Cię kocha.
-Wiem.-po moim policzku popłynęła mi łza.
Rozmawiałam z jego mamą przez kolejne kilka godzin,potem odprowadziła mnie do domu,powiedziała moim rodzicom o wszystkim.Że siedziałam tam z nim i że jadłam i wiele wiele innych.Potem rozmawiałam z rodzicami i nie obeszło się bez łez.Kiedy opadłam na łóżko,obok mnie pojawił się Markus.Leżał ze mną na łóżku i nie zadawał zbędnych pytań.Leżeliśmy w ciszy i to nie byłą to cisza krępująca tylko miła,wręcz zbawienna.Leżeliśmy tak póki nie zasnęłam i śniła o tym,że życie jest bezpiecznie bez zbędnych niebezpieczeństw i zmartwień.Ale to był tylko sen.
piątek, 10 maja 2013
Byle by przeżyć : Rozdział Piąty - Pozytywy gdzie się chowacie.?
Obudził mnie budzik.W końcu zaczęłam chodzić normalnie do szkoły,ale nie szło mi najlepiej.Oczywiście Mark przychodził do mnie codziennie i wszystko mi tłumaczył,pomagał mu Markus,który się starał mi pomóc.Niestety nie dawało to nic.Minął miesiąc od mojego powrotu do szkoły,a ja byłam do tyłu o kilka lekcji,których niestety nie rozumiałam.Nauczyciele też próbowali bez skutecznie niestety.Pytałam mamy,a ona przekierowała mnie do taty,a tata tłumaczył mi.Owszem tłumaczył,ale minimalnie 5 godzin,a ja nadal nie rozumiałam.Nauczyciele pytają się jak to możliwe.No jakoś możliwe.
Zeszłam na dół na śniadanie,które było pyszne.Naleśniki...Kocham naleśniki.Ostatnio mieliśmy sprawdzian z planet i kosmosu ogólnie.Ostatnia planeta jaką miałam napisać to Neptun...napisałam Naleśniki.Ale był polew.Nawet nauczycielka się śmiała,ja też z własnej głupoty.No cóż.Zdarza się.Niezbyt się załamałam.Po śniadaniu poszłam wziąć zimny prysznic,ale oczywiście w pewnym momencie poleciała parząca woda i się poparzyłam cała.Więc wybiegłam spod prysznica wywróciłam i uderzyłam głową o brzeg wanny.Rozcięłam wargę i straciłam przytomność.Po jakiejś godzinie znalazła mnie Elfka.Kiedy się obudziłam byłam w szpitalu.
-Jak się czujesz.?-zapytał lekarz,obok niego stała pielęgniarka,która coś sprawdzała.
-Głowa mnie boli,a po za tym jest ok.-słowa głowa mnie boli to mało powiedziane,normalnie rozsadzało mi głowę.
-Wiesz co się stało.?-zapytał.Szczerze to miałam mętlik w głowie,ale coś tam pamiętałam.
-Coś tam pamiętam.Brałam zimny prysznic,poleciała gorąca woda więc wybiegłam,a potem to juz nie pamiętam.
-Dobrze.W takim razie muszę Cie powiadomić,o tym że masz wstrząs mózgu.Spokojnie,spróbujemy Ci pomóc.Do czasu,aż wyzdrowiejesz zostajesz w szpitalu.A i jeszcze jedno.Masz rozciętą wargę.-po tych słowach wyszedł,a ja automatycznie dotknęłam palcami wargę.Miał rację.Szczypało,ale bardziej mnie głowa bolała niż szczypała warga..Tak czy owak,pielęgniarka po jakiś 5 minuta przyniosła mi jakieś tabletki,jakąś na ból głowy,jakąś jeszcze i na sen.Przydały się.Zasnęłam po kilkunastu minutach,a gdy obudziłam się,siedział obok mnie Mark.
-Cześć.-powiedział zatroskanym głosem.-Jak się czujesz.?
-Hej.Wiesz czuję się lepiej niż w tedy kiedy obudziłam się ostatnio.
-No widzisz jesteś jak kto.Stajesz na cztery łapy.
-Taaak.
-Nie wiesz o co mi chodzi prawda.?
-Prawda.
-Ludzie się zmieniają.
-To wiem.-powiedziałam,a on się uśmiechnął,odwzajemniłam uśmiech.
-Do niedawna byłaś straszna,wulgarna,nie miła.Spadłaś w tedy na dno.Więc jesteś jak kot,wspięłaś się na górę,a po za tym przypominasz kota.-oboje roześmialiśmy się na te stwierdzenie.
Czułam się przy nim bezpieczna.Ale jedno jest prawdą pozytywy się schowały.Bo jeśli pozytywem jest to,że mam rozciętą wargę i mam wstrząs mózgu to...nie to nie są pozytywy,pozytywem jest to,ze zmieniłam się.Na lepsze.Po kilku godzinach Mark poszedł do domu,a ja zostałam sama.Nie mając co robić,zapadłam w błogi sen.
Kochani,dzisiaj wieczorem dodam jeszcze rozdział Córy Domu Węża.Do zobaczenia wieczorem.
Zeszłam na dół na śniadanie,które było pyszne.Naleśniki...Kocham naleśniki.Ostatnio mieliśmy sprawdzian z planet i kosmosu ogólnie.Ostatnia planeta jaką miałam napisać to Neptun...napisałam Naleśniki.Ale był polew.Nawet nauczycielka się śmiała,ja też z własnej głupoty.No cóż.Zdarza się.Niezbyt się załamałam.Po śniadaniu poszłam wziąć zimny prysznic,ale oczywiście w pewnym momencie poleciała parząca woda i się poparzyłam cała.Więc wybiegłam spod prysznica wywróciłam i uderzyłam głową o brzeg wanny.Rozcięłam wargę i straciłam przytomność.Po jakiejś godzinie znalazła mnie Elfka.Kiedy się obudziłam byłam w szpitalu.
-Jak się czujesz.?-zapytał lekarz,obok niego stała pielęgniarka,która coś sprawdzała.
-Głowa mnie boli,a po za tym jest ok.-słowa głowa mnie boli to mało powiedziane,normalnie rozsadzało mi głowę.
-Wiesz co się stało.?-zapytał.Szczerze to miałam mętlik w głowie,ale coś tam pamiętałam.
-Coś tam pamiętam.Brałam zimny prysznic,poleciała gorąca woda więc wybiegłam,a potem to juz nie pamiętam.
-Dobrze.W takim razie muszę Cie powiadomić,o tym że masz wstrząs mózgu.Spokojnie,spróbujemy Ci pomóc.Do czasu,aż wyzdrowiejesz zostajesz w szpitalu.A i jeszcze jedno.Masz rozciętą wargę.-po tych słowach wyszedł,a ja automatycznie dotknęłam palcami wargę.Miał rację.Szczypało,ale bardziej mnie głowa bolała niż szczypała warga..Tak czy owak,pielęgniarka po jakiś 5 minuta przyniosła mi jakieś tabletki,jakąś na ból głowy,jakąś jeszcze i na sen.Przydały się.Zasnęłam po kilkunastu minutach,a gdy obudziłam się,siedział obok mnie Mark.
-Cześć.-powiedział zatroskanym głosem.-Jak się czujesz.?
-Hej.Wiesz czuję się lepiej niż w tedy kiedy obudziłam się ostatnio.
-No widzisz jesteś jak kto.Stajesz na cztery łapy.
-Taaak.
-Nie wiesz o co mi chodzi prawda.?
-Prawda.
-Ludzie się zmieniają.
-To wiem.-powiedziałam,a on się uśmiechnął,odwzajemniłam uśmiech.
-Do niedawna byłaś straszna,wulgarna,nie miła.Spadłaś w tedy na dno.Więc jesteś jak kot,wspięłaś się na górę,a po za tym przypominasz kota.-oboje roześmialiśmy się na te stwierdzenie.
Czułam się przy nim bezpieczna.Ale jedno jest prawdą pozytywy się schowały.Bo jeśli pozytywem jest to,że mam rozciętą wargę i mam wstrząs mózgu to...nie to nie są pozytywy,pozytywem jest to,ze zmieniłam się.Na lepsze.Po kilku godzinach Mark poszedł do domu,a ja zostałam sama.Nie mając co robić,zapadłam w błogi sen.
Kochani,dzisiaj wieczorem dodam jeszcze rozdział Córy Domu Węża.Do zobaczenia wieczorem.
środa, 8 maja 2013
Byle by przeżyć : Rozdział Czwarty : I w tedy przychodzi ukojenie...
Stało sie coś czego się nie spodziewałam.Zakochałam się.A w kim.?W duchu.W jebanym duchu to przecież nie możliwe.Tak się nie dzieję.Ale jednak.Przyszło to jak ukojenie zmysłów.Zaczęłam chodzić do szkoły,znaczy już chodziłam,ale po dość długiej nie obecności wróciłam.Szłam do szkoły raźnym krokiem.Ludzie patrzeli na mnie jak na wariatkę.Coś w stylu ,,Co się z nią stało.?Przecież była taka ponura." owszem byłam ponura,ale to się zmieniło.Zmieniło wraz z miłością.Markus musiał być fantastycznym chłopakiem,a ja widziałam się z nim wtedy kiedy chciałam,kiedy go potrzebowałam pojawiał się.
Kiedy doszłam do szkoły podeszłam do Marka,który o dziwo nie stał z Deanem,który stał z piękną dziewczyną.To byłą ta laska,z którą go nakryłam.Nie dziwię się mu.Od tamtego dnia wszystko się zmieniło.Nie byłam tak wulgarna,zaczęłam płakać strumieniami.Ale to mi pomogło.Obecność Markusa i obecność Marka,który codziennie do mnie dzwonił pytać się czy żyję.Moje serce zostało złamane,ale moi przyjaciele je skleili i dodali swoje zdjęcia przypinając je do mojego serca.
-Ziemia do Bella.-Powiedział Mark.Tak się zamyśliłam,że nie słuchałam co on do mnie mówi.
-Przepraszam,zamyśliłam się.
-Ok nic się nie stało.Mówiłem,że dzisiaj ma być apel na temat narkotyków,więc może się z niego urwiemy.
-Wiesz może na nim zostańmy.-Powiedziałam niepewnie.Jasne,że nie chciałam o tym słuchać,ale obiecałam Markusowi,że nie będę się urywać ze szkoły.
-Ok to zostaniemy.Ale może już wejdziemy do szkoły.Co ty na to.?
-Ok chodźmy.-Przerwę spędziliśmy razem,choć zawsze każdą lekcję siedziałam z Deanem,tym razem było inaczej.Mark siedział obok mnie na każdej lekcji,a na każdej przerwie siedział ze mną na dworze.Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.Ale pomagało mi to.Raz rozmawialiśmy o nowych smakach Tymbarka,a potem o szkole.Lekcje mijały wesoło tak jak przerwy.Nawet nie zauważyłam jak szkoła się skończyła.Mark odprowadził mnie do domu.Przez chwilę kłóciłam się z nim o ty czy wchodzi czy nie.Nie wszedł.Poszedł do siebie,a ja poszłam w kierunku domu,raz w życiu w dobrym humorze.Od progu przywitał mnie Markus.Opowiadał mi o tym co się działo kiedy mnie nie było.Kiedy weszłam do kuchni...zaniemówiłam.Mama i tata siedzieli przy stole i rozmawiali.
-Bells kochanie musimy porozmawiać.-Powiedziała mama.Od dawna nie słyszałam tego tonu.Taki opiekuńczy.Tata o dziwnie nie patrzył na mnie jak śmiecia,a może nigdy tak nie patrzył.
-Ok.O co chodzi.?-Powiedziałam,a w moim głosie było słychać strach.
-Chcieliśmy Cię przeprosić.Nie spędzaliśmy ze sobą czasu od bardzo dawna.Postanowiliśmy z twoim ojcem,że w sobotę jedziemy wszyscy razem na wycieczkę rowerową,a potem do wesołego miasteczka.Od dzisiaj będziemy również jeść razem obiady,a jeśli będziesz miała trudności z jakiegoś przedmiotu to zapraszam do mnie lub do taty.Pomożemy Ci.-Ta zmiana mnie zaskoczyła,ale byłam szczęśliwa.
Przez chwilę trwaliśmy w milczeniu.W końcu się odezwałam.
-To gdzie ten obiad.?-Powiedziałam,a mama zaczęła się śmiać pięknym kobiecym głosem,tata tubalnym śmiechem objął całą kuchnię,po krótkiej chwili ja też się zaśmiałam.Popołudnie spędziłam w towarzystwie rodziców,a potem nastał wieczór.Łazienka wypełniona po brzegi zapachem róż,które dają ukojenie mi od zawsze.Po odprężającej kąpieli i ubraniu siew pidżamę.Położyłam się na łóżku,a obok mnie Markus.
-Myślisz,że moje życie się zmieni.?-Zapytałam go.
-Jestem tego pewien jak nigdy w życiu.-Dzięki tym słowom zasnęłam i śniłam o moim przyszłym życiu,które będzie pełne pozytywów.Na to liczę.
Kiedy doszłam do szkoły podeszłam do Marka,który o dziwo nie stał z Deanem,który stał z piękną dziewczyną.To byłą ta laska,z którą go nakryłam.Nie dziwię się mu.Od tamtego dnia wszystko się zmieniło.Nie byłam tak wulgarna,zaczęłam płakać strumieniami.Ale to mi pomogło.Obecność Markusa i obecność Marka,który codziennie do mnie dzwonił pytać się czy żyję.Moje serce zostało złamane,ale moi przyjaciele je skleili i dodali swoje zdjęcia przypinając je do mojego serca.
-Ziemia do Bella.-Powiedział Mark.Tak się zamyśliłam,że nie słuchałam co on do mnie mówi.
-Przepraszam,zamyśliłam się.
-Ok nic się nie stało.Mówiłem,że dzisiaj ma być apel na temat narkotyków,więc może się z niego urwiemy.
-Wiesz może na nim zostańmy.-Powiedziałam niepewnie.Jasne,że nie chciałam o tym słuchać,ale obiecałam Markusowi,że nie będę się urywać ze szkoły.
-Ok to zostaniemy.Ale może już wejdziemy do szkoły.Co ty na to.?
-Ok chodźmy.-Przerwę spędziliśmy razem,choć zawsze każdą lekcję siedziałam z Deanem,tym razem było inaczej.Mark siedział obok mnie na każdej lekcji,a na każdej przerwie siedział ze mną na dworze.Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.Ale pomagało mi to.Raz rozmawialiśmy o nowych smakach Tymbarka,a potem o szkole.Lekcje mijały wesoło tak jak przerwy.Nawet nie zauważyłam jak szkoła się skończyła.Mark odprowadził mnie do domu.Przez chwilę kłóciłam się z nim o ty czy wchodzi czy nie.Nie wszedł.Poszedł do siebie,a ja poszłam w kierunku domu,raz w życiu w dobrym humorze.Od progu przywitał mnie Markus.Opowiadał mi o tym co się działo kiedy mnie nie było.Kiedy weszłam do kuchni...zaniemówiłam.Mama i tata siedzieli przy stole i rozmawiali.
-Bells kochanie musimy porozmawiać.-Powiedziała mama.Od dawna nie słyszałam tego tonu.Taki opiekuńczy.Tata o dziwnie nie patrzył na mnie jak śmiecia,a może nigdy tak nie patrzył.
-Ok.O co chodzi.?-Powiedziałam,a w moim głosie było słychać strach.
-Chcieliśmy Cię przeprosić.Nie spędzaliśmy ze sobą czasu od bardzo dawna.Postanowiliśmy z twoim ojcem,że w sobotę jedziemy wszyscy razem na wycieczkę rowerową,a potem do wesołego miasteczka.Od dzisiaj będziemy również jeść razem obiady,a jeśli będziesz miała trudności z jakiegoś przedmiotu to zapraszam do mnie lub do taty.Pomożemy Ci.-Ta zmiana mnie zaskoczyła,ale byłam szczęśliwa.
Przez chwilę trwaliśmy w milczeniu.W końcu się odezwałam.
-To gdzie ten obiad.?-Powiedziałam,a mama zaczęła się śmiać pięknym kobiecym głosem,tata tubalnym śmiechem objął całą kuchnię,po krótkiej chwili ja też się zaśmiałam.Popołudnie spędziłam w towarzystwie rodziców,a potem nastał wieczór.Łazienka wypełniona po brzegi zapachem róż,które dają ukojenie mi od zawsze.Po odprężającej kąpieli i ubraniu siew pidżamę.Położyłam się na łóżku,a obok mnie Markus.
-Myślisz,że moje życie się zmieni.?-Zapytałam go.
-Jestem tego pewien jak nigdy w życiu.-Dzięki tym słowom zasnęłam i śniłam o moim przyszłym życiu,które będzie pełne pozytywów.Na to liczę.
sobota, 20 kwietnia 2013
Rozdział Trzeci : Samotność.
Spodziewałam się zobaczyć Markusa siedzącego obok mnie.Jednak nie.Obudziłam się na łóżku,przykryta kołdrą.Nie zobaczyłam Markusa.Pomyślałam o Deanie.Co by się teraz działo gdybym nie odkryła jego zdrady.?Zapewne siedziałabym obok niego,przytulona i zauroczona w nim.Moja miłość się złamała wraz z jego zdradą.

Samotność to mnie teraz otaczało.Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam rodziców.Kiedy wychodzę z domu są w pracy,a kiedy wracam to są w swoich gabinetach.Jedna mała łza pociekła mi po policzku.Usłyszałam śmiech mojej mamy.Wstałam natychmiastowo.Zbiegłam po schodach i zobaczyłam mamę uśmiechniętą i tatę,który śmieje się wraz z nią.Mimowolnie uśmiechnęłam się.Od kiedy pamiętam mama była uroczą blondynką,z dużymi szarymi oczami.Miała sympatyczny charakter.Jest bardzo miła,ma poczucie humoru i jest bardzo troskliwa,ale często zapracowana.Za to ojciec to co innego.Nie należy do najmilszych.Jest wredny,rzadko się uśmiecha,ale z tego co pamiętam to nie lubi dzieci.Ma krótkie brązowe włosy,malutkie brązowe oczy,które zawsze patrzą gniewnie.Nawet kiedy się śmieje.Czemu wszyscy mają fajnych ojców.?Opiekuńczych i takich,którzy ich chcą.?Czemu ja nie mogę takiego mieć.?Czemu muszę mieć gbura,który mnie nie kocha.?Kiedy mama mnie zauważyła zamilkła,a tata się odwrócił i zaraz po niej zrobił to samo.
-Widzę,że wszędzie gdzie się pojawię jest smutno.-sarknęłam.Podeszłam do lodówki i wyjęłam mleko.Z szafki obok lodówki wyjęłam płatki.
-Eliana zrobiła Ci naleśniki.-powiedziała mama.Od razu schowałam płatki i mleko.Zobaczyłam naleśniki,przysunęłam je do siebie i usiadłam na moim stałym miejscu.
-Bo tylko ona o mnie dba prawda.?Tylko ona się pyta jak było w szkole.Ona jest moją rodziną nie Wy.-powiedziałam prawdę.Prosto z mostu.To Eliana pomaga mi się uczyć,chodzi na wywiadówki i się mną opiekuje.Jest pokojówką,sprzątaczką,kucharką i matką w jednym.Zamilkli.Mama spuściła głowę,a ojciec patrzył gniewnie,ale to chyba norma.Weszła Eliana.
-Bells Mark do ciebie.
-Dzięki Eli.
-Proszę.-wyszłam z kuchni.W drzwiach naprawdę stał Mark.
-Hej.
-Hej.Chciałem pogadać.
-To gadaj.
-Więc....
~*~W tym samym czasie w kuchni.
-Powinniście się wstydzić.Anabella ma ponad 16 lat,a wy sobie nic z tego nie robicie.Wczoraj były jej urodziny,o których nawet ona sama nie pamięta.A dlaczego.?Bo jej rodzice wolą spędzać samotnie czas w swoich gabinecikach,zamiast zajmować się córką.
~*~Wracamy do sceny przy drzwiach.
-Więc.?
-Mogę wejść.Jest trochę zimno.
-Ok.Wchodź.-gdy weszliśmy do domu zaprowadziłam go do siebie do pokoju.Jak zwykle panował idealny porządek.
-Czysto tu.
-Wiem.-uśmiechnęłam się szeroko.Uwielbiam czystość.
-Więc o co chodzi.?-powiedziałam.
-Bo widzisz.W szkole już wszyscy wiedza o tym,że Dean Cię zdradził.Przez to przestałem z nim rozmawiać.Nie chcę się przyjaźnić z osobą,która zdradziła osobę,którą kocham.-zatkało mnie.Kocha mnie.?
-Kochasz mnie.?
-Tak.Od kiedy Cie poznałem spodobałaś mi się,ale ty potem zaczęłaś się umawiać z Deanem.Każdego dnia cierpiałem i czekałem tylko na jego potknięcie.Bo wiem,ze teraz mam szansę.
-Em...Mark to naprawdę mi schlebia,ale jesteś dla mnie jak brat.Przykro mi.
-Nic się nie stało.Wiedziałem,że tak będzie.Poradzę sobie.-po tych słowach wyszedł,a ja oparłam się o łóżko siadając przy nim.Zaczęłam płakać jak małe dziecko.Kolejną osobę straciłam.Wstałam i poszłam do łazienki.Wyjęłam ze skrytki wino i żyletkę.Napuściłam wodę do wanny.W ubraniu weszłam do wanny pełnej wody.Wzięłam żyletkę i nacięłam trzy linie.Napiłam sie wina i zaczęłam płakać.Po chwili pojawił się Markus.Zabrał mi wino i wypuścił wodę.
Po woli traciłam przytomność.Wziął bandaż i owinął mi ciasno nadgarstek tam gdzie były linie.Wziął mnie na ręce i położył na łóżku.Okrył kołdrą i przytulił od tyłu do siebie.
-Spokojnie jestem przy tobie.Już wszystko dobrze.Jestem tu i nie zamierzam Cię zostawić.-wyszeptał mi do ucha.Po tych słowach straciłam przytomność.Liczyłam tylko na to,że obudzę się w jego ramionach.
Samotność to mnie teraz otaczało.Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam rodziców.Kiedy wychodzę z domu są w pracy,a kiedy wracam to są w swoich gabinetach.Jedna mała łza pociekła mi po policzku.Usłyszałam śmiech mojej mamy.Wstałam natychmiastowo.Zbiegłam po schodach i zobaczyłam mamę uśmiechniętą i tatę,który śmieje się wraz z nią.Mimowolnie uśmiechnęłam się.Od kiedy pamiętam mama była uroczą blondynką,z dużymi szarymi oczami.Miała sympatyczny charakter.Jest bardzo miła,ma poczucie humoru i jest bardzo troskliwa,ale często zapracowana.Za to ojciec to co innego.Nie należy do najmilszych.Jest wredny,rzadko się uśmiecha,ale z tego co pamiętam to nie lubi dzieci.Ma krótkie brązowe włosy,malutkie brązowe oczy,które zawsze patrzą gniewnie.Nawet kiedy się śmieje.Czemu wszyscy mają fajnych ojców.?Opiekuńczych i takich,którzy ich chcą.?Czemu ja nie mogę takiego mieć.?Czemu muszę mieć gbura,który mnie nie kocha.?Kiedy mama mnie zauważyła zamilkła,a tata się odwrócił i zaraz po niej zrobił to samo.
-Widzę,że wszędzie gdzie się pojawię jest smutno.-sarknęłam.Podeszłam do lodówki i wyjęłam mleko.Z szafki obok lodówki wyjęłam płatki.
-Eliana zrobiła Ci naleśniki.-powiedziała mama.Od razu schowałam płatki i mleko.Zobaczyłam naleśniki,przysunęłam je do siebie i usiadłam na moim stałym miejscu.
-Bo tylko ona o mnie dba prawda.?Tylko ona się pyta jak było w szkole.Ona jest moją rodziną nie Wy.-powiedziałam prawdę.Prosto z mostu.To Eliana pomaga mi się uczyć,chodzi na wywiadówki i się mną opiekuje.Jest pokojówką,sprzątaczką,kucharką i matką w jednym.Zamilkli.Mama spuściła głowę,a ojciec patrzył gniewnie,ale to chyba norma.Weszła Eliana.
-Bells Mark do ciebie.
-Dzięki Eli.
-Proszę.-wyszłam z kuchni.W drzwiach naprawdę stał Mark.
-Hej.
-Hej.Chciałem pogadać.
-To gadaj.
-Więc....
~*~W tym samym czasie w kuchni.
-Powinniście się wstydzić.Anabella ma ponad 16 lat,a wy sobie nic z tego nie robicie.Wczoraj były jej urodziny,o których nawet ona sama nie pamięta.A dlaczego.?Bo jej rodzice wolą spędzać samotnie czas w swoich gabinecikach,zamiast zajmować się córką.
~*~Wracamy do sceny przy drzwiach.
-Więc.?
-Mogę wejść.Jest trochę zimno.
-Ok.Wchodź.-gdy weszliśmy do domu zaprowadziłam go do siebie do pokoju.Jak zwykle panował idealny porządek.
-Czysto tu.
-Wiem.-uśmiechnęłam się szeroko.Uwielbiam czystość.
-Więc o co chodzi.?-powiedziałam.
-Bo widzisz.W szkole już wszyscy wiedza o tym,że Dean Cię zdradził.Przez to przestałem z nim rozmawiać.Nie chcę się przyjaźnić z osobą,która zdradziła osobę,którą kocham.-zatkało mnie.Kocha mnie.?
-Kochasz mnie.?
-Tak.Od kiedy Cie poznałem spodobałaś mi się,ale ty potem zaczęłaś się umawiać z Deanem.Każdego dnia cierpiałem i czekałem tylko na jego potknięcie.Bo wiem,ze teraz mam szansę.
-Nic się nie stało.Wiedziałem,że tak będzie.Poradzę sobie.-po tych słowach wyszedł,a ja oparłam się o łóżko siadając przy nim.Zaczęłam płakać jak małe dziecko.Kolejną osobę straciłam.Wstałam i poszłam do łazienki.Wyjęłam ze skrytki wino i żyletkę.Napuściłam wodę do wanny.W ubraniu weszłam do wanny pełnej wody.Wzięłam żyletkę i nacięłam trzy linie.Napiłam sie wina i zaczęłam płakać.Po chwili pojawił się Markus.Zabrał mi wino i wypuścił wodę.
Po woli traciłam przytomność.Wziął bandaż i owinął mi ciasno nadgarstek tam gdzie były linie.Wziął mnie na ręce i położył na łóżku.Okrył kołdrą i przytulił od tyłu do siebie.
-Spokojnie jestem przy tobie.Już wszystko dobrze.Jestem tu i nie zamierzam Cię zostawić.-wyszeptał mi do ucha.Po tych słowach straciłam przytomność.Liczyłam tylko na to,że obudzę się w jego ramionach.
piątek, 19 kwietnia 2013
Rozdział Drugi : Byle by przeżyć...
Obudziłam się z spuchniętymi oczami.Markus leżał na przeciwko mnie na łóżku.Zawsze mam mu to za złe,ale nie tym razem.
Tym razem byłam mu wdzięczna,że jest przy mnie w tak trudniej dla mnie chwili.Pamiętam,ze kiedy byłam mała bawił się ze mną,a teraz jest moim pocieszycielem.Przyjacielem.Tak to dobre słowo.Nie traktuję go tak,ale nim jest.Moje 5 minut myślenia zniszczył Markus.
-Wyglądasz strasznie.-stwierdził fakt.
-Ale przynajmniej jeszcze żyję.-tym razem to ja stwierdziłam fakt.Kiedyś się zastanawiałam nad tym ile Markus ma lat.Szczerze mówią szkoda,że zmarł.W tych czasach należałby pewnie do emosów,ale trzeba przyznać jest strasznie przystojny.Podłużną białą twarz otaczają fioletowe,proste włosy.Ciemne oczy patrzą dość często z irytacją.Charakter ma dość mało znośny.Jest sprytny,inteligentny,pewny siebie no i wredny,a i złośliwy.Ale muszę przyznać,że jest opiekuńczy i ma poczucie humoru.Lubię go za to jaki jest i nie chcę go zmieniać.Czy tylko ja go widzę i słyszę i ogólnie.?Nie.Widza go wszyscy.Mama wie,że to duch,tata też.Pokazał nam się w dzień przeprowadzki do tego domu.Miałam w tedy 5 lat.Za nim kupiliśmy dom to go nie widzieliśmy,a w dzień kupna pojawił się.Tak samo jak Elf.Najpierw jej nie było,a potem się pojawiła.Nie wiem co się z nią stało i nie znam tez jego historii,ale nie pytam.Nie chcę sie narzucać,a po za tym nie chcę by odrywał stare rany.
-Ziemia do Bells.Słuchałaś mnie.?
-Przepraszam zamyśliłam się.Więc co mówiłeś.?
-Że może i jestem martwy,ale w porównaniu do cb to wyglądam jak żywy,a nie jak trup.
-Nie zaczynaj zdanie od że,a po za tym jakbyś nie pamiętał to przepłakałam noc i połowę wczorajszego dnia.
-No właśnie co się stało że tak ryczałaś.?
-To,że Dean pieprzył się z jakąś laską.
-Aha.Przykra sprawa.Słuchaj kiedy jest hallowen.?
-Jutro.Nie ty stąd nie wychodzisz.-powiedziałam.W hallowen duchy spokojnie chodzą po ziemi.Rok temu było fajnie z Deanem,Markusem i Markiem.
-Właśnie,że wychodzę.Mam prawo,a chcę pokazać Deanowi co o nim sądzę.
-Nie nigdzie nie wychodzisz.
-Wychodzę.Jesteś zwykłą głupią laską.!Dobrze wiesz,że możesz wszystko w jednej chwili stracić.!Dlatego o niego nie walczysz.!Zawsze odpuszczasz.!-zamknęłam oczy.
-Odejdź.!-to słowo działa na każdego ducha.Powiedziała mi to Elfka.Trzeba zamknąć oczy i krzyknąć odejdź,a duch zniknie.Zostałam sama.Usiadłam pod oknem i zaniosłam się płaczem.Miał rację.Nigdy nie walczę bo wiem,że i tak to stracę.Więc po co walczyć o coś co i tak się straci.?Mi to nie jest potrzebne.Postanowiłam nie iść do szkoły.Jest piątek to po jaką cholerę mam iść do szkoły.
Jedna myśl chodziła mi po głowie.Zrobię wszystko byle by przeżyć.To jest mój cel.Przeżyć każdy kolejny dzień.Po chwili obok mnie pojawił sie Markus.Tym razem nie odtrąciłam go.Dał mi różę i usiadł obok mnie.Położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy.Nie wiem ile tak trwaliśmy w ciszy,ale była to przyjemna cisza.Jedna z tych,w których bez słów się rozumiesz z innym.Chciałam samotności,nie otrzymałam jej.Otrzymałam samotność w postaci bliskości drugiej osoby.W tej minucie zapragnęłam takiej samotności do końca życia.
Tym razem byłam mu wdzięczna,że jest przy mnie w tak trudniej dla mnie chwili.Pamiętam,ze kiedy byłam mała bawił się ze mną,a teraz jest moim pocieszycielem.Przyjacielem.Tak to dobre słowo.Nie traktuję go tak,ale nim jest.Moje 5 minut myślenia zniszczył Markus.
-Wyglądasz strasznie.-stwierdził fakt.
-Ale przynajmniej jeszcze żyję.-tym razem to ja stwierdziłam fakt.Kiedyś się zastanawiałam nad tym ile Markus ma lat.Szczerze mówią szkoda,że zmarł.W tych czasach należałby pewnie do emosów,ale trzeba przyznać jest strasznie przystojny.Podłużną białą twarz otaczają fioletowe,proste włosy.Ciemne oczy patrzą dość często z irytacją.Charakter ma dość mało znośny.Jest sprytny,inteligentny,pewny siebie no i wredny,a i złośliwy.Ale muszę przyznać,że jest opiekuńczy i ma poczucie humoru.Lubię go za to jaki jest i nie chcę go zmieniać.Czy tylko ja go widzę i słyszę i ogólnie.?Nie.Widza go wszyscy.Mama wie,że to duch,tata też.Pokazał nam się w dzień przeprowadzki do tego domu.Miałam w tedy 5 lat.Za nim kupiliśmy dom to go nie widzieliśmy,a w dzień kupna pojawił się.Tak samo jak Elf.Najpierw jej nie było,a potem się pojawiła.Nie wiem co się z nią stało i nie znam tez jego historii,ale nie pytam.Nie chcę sie narzucać,a po za tym nie chcę by odrywał stare rany.
-Ziemia do Bells.Słuchałaś mnie.?
-Przepraszam zamyśliłam się.Więc co mówiłeś.?
-Że może i jestem martwy,ale w porównaniu do cb to wyglądam jak żywy,a nie jak trup.
-Nie zaczynaj zdanie od że,a po za tym jakbyś nie pamiętał to przepłakałam noc i połowę wczorajszego dnia.
-No właśnie co się stało że tak ryczałaś.?
-To,że Dean pieprzył się z jakąś laską.
-Aha.Przykra sprawa.Słuchaj kiedy jest hallowen.?
-Jutro.Nie ty stąd nie wychodzisz.-powiedziałam.W hallowen duchy spokojnie chodzą po ziemi.Rok temu było fajnie z Deanem,Markusem i Markiem.
-Właśnie,że wychodzę.Mam prawo,a chcę pokazać Deanowi co o nim sądzę.
-Nie nigdzie nie wychodzisz.
-Wychodzę.Jesteś zwykłą głupią laską.!Dobrze wiesz,że możesz wszystko w jednej chwili stracić.!Dlatego o niego nie walczysz.!Zawsze odpuszczasz.!-zamknęłam oczy.
-Odejdź.!-to słowo działa na każdego ducha.Powiedziała mi to Elfka.Trzeba zamknąć oczy i krzyknąć odejdź,a duch zniknie.Zostałam sama.Usiadłam pod oknem i zaniosłam się płaczem.Miał rację.Nigdy nie walczę bo wiem,że i tak to stracę.Więc po co walczyć o coś co i tak się straci.?Mi to nie jest potrzebne.Postanowiłam nie iść do szkoły.Jest piątek to po jaką cholerę mam iść do szkoły.
Jedna myśl chodziła mi po głowie.Zrobię wszystko byle by przeżyć.To jest mój cel.Przeżyć każdy kolejny dzień.Po chwili obok mnie pojawił sie Markus.Tym razem nie odtrąciłam go.Dał mi różę i usiadł obok mnie.Położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy.Nie wiem ile tak trwaliśmy w ciszy,ale była to przyjemna cisza.Jedna z tych,w których bez słów się rozumiesz z innym.Chciałam samotności,nie otrzymałam jej.Otrzymałam samotność w postaci bliskości drugiej osoby.W tej minucie zapragnęłam takiej samotności do końca życia.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Rozdział Pierwszy : Wypierdalaj z mojego życia i nigdy nie wracaj.
Kochani przepraszam za wulgarny tytuł,ale to opowiadanie będzie pełne wulgaryzmów,więc jak nie chcesz to nie czytaj,ale przegapisz najlepsze opowiadanie w twoim życiu. xD Miłego czytania ♥
Budzik.Cholerny,pieprzony budzik.Wyrywa Cię z łóżka z samego rana,tylko po to,żebyś poszła się uczyć w gównianej szkole.A po co Ci to do szczęścia.?Nie wiem.Mnie o takie rzeczy nie pytajcie.
Zrobiłam to co zawsze.Walnęłam w budzik,który spadł z trzaskiem na podłogę.Musiałam w końcu wstać.Odrzuciłam kołdrę i postawiłam swoje stopy na ziemi.Zimnej głupiej ziemi.Wstałam i podeszłam do szafy by wziąć ubrania.Zamknęłam z trzaskiem wielkie drzwi szafy.Po chwili wyszłam z mojej czarnej łazienki.Na każdym piętrze domu do każdego pokoju była łazienka.Moja była w takim samym kolorze co mój pokój i każdy mebel.Czerń moja ukochana czerń.Ona nigdy mnie nie zdradziła.Zawsze się ze mną śmieje,zawsze ze mną rozmawia.Po chwili z ściany wyszedł Markus.Piekielne stworzenie.Umarł w tym domu i teraz jego gówniany duch w nim został.Przejrzałam się w lustrze,wzięłam torbę i wyszłam z pokoju głośno trzaskając drzwiami.
-Wychodzę do szkoły.!-krzyknęłam.Wiedziałam,ze jedyna osoba,która mnie usłyszy to nasza służąca.Eliana.Nazywam ją Elfem bo ma takie uszy.Do szkoły miałam nie daleko.Zaledwie przejść kilka ulic i byłam już w szkole.Dean i Mark stali już przed bramą.Podeszłam do Dean'a i pocałowałam jego duże usta.Dean był moim chłopakiem od kiedy skończyłam gimbazę.Marka znałam też od tamtego czasu.Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.Tak jak zwykle przegadałam z nimi całą przerwę.Pod koniec szkoły poszłam do łazienki.Widok jaki tam zobaczyłam zabijał mnie od środka.
Dean pieprzył sie z jakąś laską.
-Dean widzę,że twój mały koleszka wszedzie wedruje.
-Bells to nie tak jak myślisz.
-Oh naprawdę.?
-Tak naprawdę.
-Posłuchaj mnie uważnie.Wypierdalaj z mojego życia i nigdy nie wracaj.-po tych słowach wyszłam z łazienki,wybiegłam z szkoły i pobiegłam do domu.Wbiegłam do naszej villi i do mojego pokoju.Rzuciłam torbą o ścianę i rzuciłam się na łóżko.Wzięłam pilot do wieży.Włączyłam moją ulubioną piosenkę zespołu The Veronicas-Untouched.Zaczęłam płakać.Ryczałam w poduszkę jak dziecko.Markus po chwili przysiadł na skraju łóżka i zaczął mnie głaskać po plecach.Jak się czułam.?Zdradzona.Zraniona.Cierpiałam bardziej niż kiedykolwiek.Pod wpływem uspokajającego dotyku Markusa zasnęłam.Przy nim czułam się bezpieczna.
To tak.Bella jest bogata,a Markus był poprzednim mieszkańcem owego domu.Bella widzi duchy.Myślę,ze się podoba.Liczę na komentarze co o tym myślicie.
Budzik.Cholerny,pieprzony budzik.Wyrywa Cię z łóżka z samego rana,tylko po to,żebyś poszła się uczyć w gównianej szkole.A po co Ci to do szczęścia.?Nie wiem.Mnie o takie rzeczy nie pytajcie.
Dean pieprzył sie z jakąś laską.
-Dean widzę,że twój mały koleszka wszedzie wedruje.
-Bells to nie tak jak myślisz.
-Oh naprawdę.?
-Tak naprawdę.
-Posłuchaj mnie uważnie.Wypierdalaj z mojego życia i nigdy nie wracaj.-po tych słowach wyszłam z łazienki,wybiegłam z szkoły i pobiegłam do domu.Wbiegłam do naszej villi i do mojego pokoju.Rzuciłam torbą o ścianę i rzuciłam się na łóżko.Wzięłam pilot do wieży.Włączyłam moją ulubioną piosenkę zespołu The Veronicas-Untouched.Zaczęłam płakać.Ryczałam w poduszkę jak dziecko.Markus po chwili przysiadł na skraju łóżka i zaczął mnie głaskać po plecach.Jak się czułam.?Zdradzona.Zraniona.Cierpiałam bardziej niż kiedykolwiek.Pod wpływem uspokajającego dotyku Markusa zasnęłam.Przy nim czułam się bezpieczna.
To tak.Bella jest bogata,a Markus był poprzednim mieszkańcem owego domu.Bella widzi duchy.Myślę,ze się podoba.Liczę na komentarze co o tym myślicie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)