Przyglądałam się jej z pięć minut.
-Kim jesteś?-Zapytałam z przerażeniem w głosie.Postać poruszyła się w przód.Choć nadal nie widziałam twarzy to mogłam jednogłośnie określić kim jest dana osoba.
-Profesorze co pan tu robi?-Albus Dumbledore podszedł do mnie i uśmiechnął się.
-Tak sądziłem,że Cię tu znajdę.Widzi pani panno Wesley pani matka Hermiona też często tu przebywała.Najbardziej w ostatnim swoim roku szkolnym.A pani również ostatnim jak sądzę.-Powiedział i spojrzał na mnie smutno.
-Ostatni?Z tego co wiem to mój przedostatni rok.-Powiedziałam z drżeniem w głosie.Milczał.Nie odpowiadał mi.-Profesorze?
-Widzisz Margaret spotkało Cię wiele przykrych rzeczy.Razem z innymi osobami z kadry jak i wraz z ministrem magii uznaliśmy,że dobrze by było gdybyś o tym wszystkim zapomniała.-Powiedział powoli.Nie rozumiałam o co mu chodzi.Zapomnieć?Tego się nie da zapomnieć.
-Nie rozumiem profesorze.Co pan rozumie przez zapomnieć?-Zapytałam z przerażeniem w głosie.
-Przykro mi panno Wesley...Obliviate.-W kilka sekund zaczęłam mieć mętlik w głowie.Przed oczyma przebiegały mi wspomnienia,które traciłam.Których miałam nie odzyskać.W kilka sekund zapomniałam całe moje dotychczasowe życie.Wszystkie moje wspomnienia zostały pozamieniane na całkiem zwykłe mugolskie.Nie pamiętałam tego,że moja rodzina została zamordowana,pamiętałam sierociniec.
~.~
Zbudził mnie śpiew ptaków.Otworzyłam powoli oczy.Tak samo zapamiętany pokój w sierocińcu,w którym mieszkam od niepamiętnych czasów.Mam 17 lat.Jeszcze rok i mogę stąd odejść.I odejdę.Pozostawię panią Cloke samą z tą bandą dzieciaków.Jestem najstarsza i wdziałam wiele.Dzieci przychodzą i odchodzą,a ja tu tkwię.Bez przyjaciół.Bez rodziny.Ciekawe czy kiedykolwiek mnie kochali.Wstałam i podeszłam do szafy.I jak zwykle wzięłam ubrania.Ubrałam się i wyszłam z sierocińca.Szłam w stronę dworca.Miałam w kieszeni trochę pieniędzy.Na dworcu kupiłam bilet i poszłam na stację.Wsiadłam do pociągu i jechałam nie wiadomo gdzie.Zawsze tak robiłam.Sprawiało mi to radość.